| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
01. Przeczytane w 2012
02.Przeczytane w 2011
03.Przeczytane w 2010
04.Przeczytane w 2009
05.Przeczytane w 2008
06.Przeczytane w 2007
07.Książki,które się pamięta latami
08.Niedoczytane
09. Nie tylko czytam
10.Zakładki go książek
11 .Kontakt
12. Tu jest kulturalny klimat

Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!

G

środa, 09 maja 2012

Nie każdy muzułmanin to terrorysta

Na początku będzie wam towarzyszyć niedowierzanie i będziecie mieć mnóstwo wątpliwości co do prawdomówności Murata. W miarę jak zaczniecie brnąć coraz głębiej w historię jego życia to tych wątpliwości będzie coraz mniej. A na końcu książki to już w ogóle przyznacie, że Murat to jedna z ofiar wydarzeń z  września 2001 (zamachy na WTC)..

Tak, tak, ponieważ w następstwie tych wydarzeń życie Murata legło w gruzach. Został posądzony o terroryzm.

 Gdyby w czytelniku tliła się jeszcze iskra nieufności, to niestety „kronika zdarzeń” na końcu książki potwierdza bezapelacyjnie- Muratowi przez 5 lat nie przedstawiono dowodów winy, a jakby nie było przetrzymywano go i traktowano nieludzko.

I o tym traktowaniu jest ta książka.

 Powiadam wam, przeżyjecie szok, jeśli przeczytacie ile instytucji, zajmowało się „terrorystą” Muratem, m.in. Pentagon, CIA, amerykański Sąd Najwyższy, specjalna komisja do spraw działań CIA w Brukseli, sąd niemiecki, Bundestag itd. itd. A faktem jest, że nie przedstawiono Muratowi żadnych dowodów winy. Propaganda amerykańska na szeroka skalę zrobiła swoje. My Polacy, Amerykanie, Niemcy pakujemy każdego muzułmanina do jednego wora.    

 Oczywiście ja tę książkę zaliczam do kategorii „męska rzecz”.

 Warto tę książkę przeczytać także w kontekście tajnych  więzień  w Polsce, o których istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero po wielu latach.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

Z okładki:

"Kurnaz wyjechał do Pakistanu w trzy tygodnie po atakach na Nowy Jork i Waszyngton, tuż przed wojną w Afganistanie. Dlaczego podróż o charakterze, jak twierdzi, edukacyjnym zaczął tak konspiracyjnie, wychodząc w noc i mgłę bez pożegnania z rodzicami; dlaczego bilety kupił przy użyciu karty kredytowej należącej do znanego islamisty - na te pytania Kurnaz nie daje przekonującej odpowiedzi. Jego opowieść, będąca muzułmańską wersją historii świętego Pawła, staje się przez to niepełna i zastanawiająca."
Frankfurter Allgemeine Zeitung

 Murat Kurnaz odpowiedział swoją książką na doznane tortury
Opisuje system Guantanamo, którego celem jest złamanie podejrzanego i wydobycie od niego informacji, nawet jeśli ich nie posiada.
Opisuje potworne sceny przesłuchań i bunt więźniów.
Ta książka jest wymierzona w oprawców i ludzi, którzy z nimi współpracowali.

(Der Stern)

 Czy w walce z terroryzmem powinno się stosować tak zwane środki specjalne? Na czym one polegają?
Jaką terroryści powinni ponieść karę? Czy jest różnica między walką z terroryzmem a walką z terrorystami?
Skąd pewność, że ktoś jest terrorystą? Dziewiętnastoletni Murat Kurnaz, Niemiec tureckiego pochodzenia, długo nie interesował się islamem. Pracował jako ochroniarz i uczył się budować statki. Kiedyś poczuł, że chce poznać wiarę przodków, pojechał więc do Pakistanu, by studiować Koran. Gdy wracał do kraju, został aresztowany przez Pakistańczyków i sprzedany za 3000 dolarów Amerykanom. Co przemawiało przeciw niemu? Wyznanie? Atletyczna budowa? Buty do trekkingu, uznane za wojskowe? Kurnaza przewieziono do więzienia w Guantanamo, w którym spędził pięć lat. Tysiąc osiemset dni wypełnionych upokorzeniami – takimi jak kpiny z Koranu i próby uwiedzenia przez strażniczki – oraz torturami, z których najmniej wymyślne było bicie i wieszanie za ręce.

Na skutek protestów mediów i rozmaitych organizacji (m.in. Amnesty International), a także rozgrywek politycznych, Murat Kurnaz wrócił do domu w 2006 roku. Jego relacja jest szokująca, poruszająca i bolesna. Mimo to pozostaje opowieścią osamotnioną – prawdziwości tej relacji nie można jednoznacznie udowodnić, brak jest innych doniesień więźniów. Kiedy książka ukazała się w Niemczech, nie zabrakło głosów krytyki, podważających to świadectwo. Podkreślano, że niniejsza książka jest jedyną dostępną relacją o tym, co naprawdę dzieje się w Guantanamo.


Murat Kurnaz powtarza w wywiadach, że to, o czym pisze, nie ma charakteru ideologicznego, nie zwraca się przeciw narodom, religiom czy jakimkolwiek systemom wartości. Jest opowieścią o losach człowieka skrzywdzonego w imię wyższych celów. Nie daje żadnych odpowiedzi, ale pozwala postawić wiele ważnych pytań.

piątek, 18 marca 2011

Warto mieć marzenia

 

 Irving Stone umiał pisać (według mnie) o pasjonatach jak nikt inny na świecie. A najpiękniej przedstawił Michała Anioła i Van Gogha. Czy dlatego, że zaprawdę byli niezwykli i Stone już nie musiał za bardzo się wysilać? Czy po prostu Stone potrafił najpiękniej pisać o geniuszach-samotnikach?

Grecki Skarb to piąta przeczytana przez mnie książka wielkiego Mistrza Stone’a.

O czym książka? O Henryku Schliemannie- człowieku zdeterminowanym i doskonale przygotowanym finansowo i merytorycznie do tego, aby odnaleźć skarb króla Priama. Często, za często wyszydzany, a tylko przez nielicznych dopingowany i doceniany. Schliemann dokonał wiele, o wiele więcej niż każdy z nas zwykłych śmiertelników dokona. Bardzo pracowity, uparty, z trudnym charakterem. A u jego boku żona Sophia.

I tu zaskoczę tych, którzy przeczytali już tę książkę, a teraz czytają ten wpis. Otóż śmiem twierdzić, że prawdziwym skarbem, który odnalazł Scliemann to była właśnie jego żona. A wyrozumiałość i lojalność to cechy, które ją najtrafniej charakteryzuje.

~~~~~~~~~~~~

I muszę wspomnieć, co mi się w książce nie podobało.

 Pod koniec książki akcja przybiera znacznego przyśpieszenia, tak jakby panu Stone’owi spieszyło się ukończyć swoje dzieło. I ta końcowa część sprawia wrażenie streszczenia i to mi się w książce nie podobało i przeszkadzało.

 

 ``````````````````

Zupełnie przypadkowo obejrzałam niestety tylko cześć pierwszą filmu "Tajemnica skarbu Troi". Ten film opowiada o wyprawie H.Schliemanna do Turcji, ale podobieństw do książki jest bardzo mało, nawet wiele jest sprzeczności pomiędzy książką, a  filmem. Niemniej z wielkim zainteresowaniem obejrzałam ten film. Warto, dla samego porównania.

````````````````````````

Z okładki:

Zbeletryzowana biografia Heinricha Schliemanna – jednego z największych archeologów 19. stulecia, słynnego i kontrowersyjnego odkrywcy Troi i królewskiej Maski Agamemnona.

Pochodzący z biednej rodziny, genialny samouk Heinrich Schliemann, od wczesnej młodości marzył o odkryciu Troi. Zdobył gruntowne wykształcenie i fortunę, brakowało mu tylko oficjalnego pozwolenia tureckiego rządu na prowadzenie wykopalisk oraz... żony Greczynki. Poślubił młodziutka Sophię Engastromenos i to ona prowadzi nas przez ich życie, aż po spełnienie marzenia Schliemanna, gdy ziemia odsłoniła przed nim skarby i Troja i królewskie grobowce w Mykenach urzeczywistniły się i przestały być już tylkoi strofami Iliady...

````````````````````

A marzenie stało się rzeczywistością.

  

http://pl.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Schliemann

wtorek, 04 sierpnia 2009

Książka wymagająca przyznania się, że nie każdy z nas spotkał, czy spotka w swoim życiu prawdziwą miłość.

 „I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci”

 Wydaje mi się, że zawierając związek małżeński i wypowiadając słowa przysięgi, nie do końca zdajemy sobie sprawę z wagi wypowiadanych słów. Jak ważną obietnicę składamy. Do wypełnienia złożonej przysięgi dorastamy, dojrzewamy z czasem, już w trakcie trwania małżeństwa. Składając tak ważną obietnicę na progu wspólnego życia nie jesteśmy w stanie pojąć wagi wypowiadanych słów. Nie uwierzę, że młody człowiek składając przysięgę analizuje i bierze pod uwagę „dole i niedole” życia małżeńskiego.

 Miłość i związana z nią przysięga, że „ja ciebie aż do śmierci nie opuszczę” nabiera w pewnym momencie wspólnego życia  prawdziwego, namacalnego znaczenia. Już nie ma miejsca na abstrakcje. Przychodzi czas na egzamin. Są tacy, którzy dojrzeją do tej przysięgi, ale są też tacy, którzy nie dojrzeją nigdy, a słowa przez nich wypowiedziane zostały rzucone na wiatr, dane słowo nie znaczy nic. Ale nie dla bohatera tej książki. Doss poprzez wypełnienie  obietnicy pokazał swoje człowieczeństwo i całą swoją miłość jaką obdarzył Abbie. A czym dla niego jest miłość? To: lojalność, odpowiedzialność za drugiego człowieka, przyjaźń, współczucie, wsparcie, szacunek, opiekuńczość, stawianie potrzeb kochanej osoby ponad potrzeby swoje. Miłość Abbie i Dossa, to miłość idealna. Nie było w niej miejsca na egoizm, ale ciągłe i niezmienne wspieranie się, zaufanie, wierność. Abbie umiera, a mimo to ma jeszcze  powód do autentycznej radości. Znalazła prawdziwego przyjaciela.  

 Ta książka przedstawia miłość prawdziwą i  dojrzałą . Po przeczytaniu ktoś powie: to przecież bajka, świat nierealny, nie można tak poświecić się drugiemu człowiekowi.  A ja powiem- nie zgadzam się.  Jeszcze pół roku temu ciężko by mi było obronić moją tezę „miłość nie tylko w książkach można spotkać” . Ale nie dziś. Jestem dumna, że znam ludzi, dla których przysięga małżeńska nie była czczym gadaniem. Mam to ogromne szczęście, że żyję wśród ludzi, dla których słowa przysięgi są równie ważne jak były dla Dossa.  Jeśli przeczytacie to zrozumiecie, o czym mówię.

 Wyjątkowo długo czytałam tę książkę.  Ale dlaczego? Przecież książka warta przeczytania. Powód oczywisty- ciągle kończyły się zapasy chusteczek do ocierania łez ze wzuszenia.~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:

 

 

wtorek, 08 stycznia 2008

 

    Zdecydowanie kryminał to nie jest mój ulubiony gatunek. Tytuł dość intrygujący i dlatego sięgnęłam po tę książkę.

    Amanda dowiaduje się, że przy jej narodzinach było zamieszanie i mogła zostać zamieniona z synem słynnego malarza Tobiasa. Tak ją to gnębi, że idzie na wystawę artysty, aby zawrzeć z nim znajomość. Kiedy znajduje się w domu artysty, ma miejsce pewne zdarzenie bez znaczenia (ale nie dla Amandy) - żona malarza potrąca termos i rozlewa czekoladę. Mandy nabiera podejrzeń.

    Co przemawia na niekorzyść tego romansu kryminalnego to to, że prawie od początku czytelnik wie, co się „święci”, kto jest potencjalnym zabójcą. Podoba mi się natomiast w tej książce analiza psychologiczna mordercy.

Przeczytałam, żadna rewelacja.