| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
01. Przeczytane w 2012
02.Przeczytane w 2011
03.Przeczytane w 2010
04.Przeczytane w 2009
05.Przeczytane w 2008
06.Przeczytane w 2007
07.Książki,które się pamięta latami
08.Niedoczytane
09. Nie tylko czytam
10.Zakładki go książek
11 .Kontakt
12. Tu jest kulturalny klimat

Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!

B

wtorek, 31 lipca 2012

Z perspektywy Henryka VIII- biała królowa (Elżbieta Woodville) to babka Henryka VIII ze strony matki (Elżbiety York)

Wydaje mi się, że do tej powieści nie powinna usiąść osoba całkiem zielona w historii Anglii. Namnożenie postaci, powinowactw i intryg może sprawiać kłopot w zrozumieniu książki, a nawet nużyć.

 W książce pojawił się wątek kobiety zdobywającej mężczyznę za sprawą czarów. Ale jakiego mężczyznę! Edwarda IV Yorka -kobieciarza, takiego, który żadnej nie przepuści i którego trudno przy sobie na dłużej utrzymać. Jednak właśnie ten wątek czarostwa zdyskredytował dla mnie tę książkę. Wiem, wiem wątek boginki Meluzyny musiał się pojawić, bowiem Wodvilllowie całkiem powaznie i autentycznie utrzymywali, że ich ród pochodzi od boginki Meluzyny.

 I trzecia sprawa do której się czepiam to sposób narracji. Książka ta ma jak dla mnie zbyt wiele wydarzeń, które przedstawione są jakby w formie jakiegoś raportu, tak na sucho - no tak przynajmniej ja to odebrałam. 

 Minusy są, ale nie zwalniają one od przeczytania tej powieści! Książkę musowo należy przeczytać.

 Królowa Elżbieta przedstawiona została jako przekupka, pozbawiona według mnie całkowicie dostojeństwa. Ale nie powinno to dziwić, bo autentycznie z pochodzenia Elżbieta była plebejuszką i tak ją właśnie przedstawiła P.Gregory.

Elżbieta Woodville

 

źródło:www. wikipedia.org

Zachłanna, pewna siebie niewiasta. W wyścigu do bogactwa i zaszczytów tylko Antoni, brat Elżbiety pozostaje w tyle. Jest to mężczyzna wielce oczytany i przedkładający sprawy duchowe nad dobra doczesne. Próbuje uzmysłowić Elżbiecie, że droga na którą wkroczyła i wartości które wyznaje nie dadzą jej szczęścia. Ale Elżbieta czuje się szczęśliwa, kiedy posiada władzę, manipuluje ludźmi, rozdaje tytuły i bogactwa swojej rodzinie.

Brat Elżbiety to całkowite przeciwieństwo brata Anny Boleyn. Mam na myśli Jerzego Boleyn. Rodzeństwo Jerzy i Anna Boleyn tworzyło duet niezły.

 Charakterek i postępowanie Elżbiety Woodville całkiem celnie posumowała jej córka, która okazała się osobą dojrzalszą od matki:

„Ty nigdy się nie poddasz, nigdy nie pozwolisz nam żyć normalnie. Twoja chorobliwa ambicja doprowadzi do śmierci moich braci, a potem do koronowania mnie na królową. Dla ciebie tron jest ważniejszy od życia rodzonych synów, więc kiedy oni umrą, zrobisz wszystko, abym to ja na nim zasiadła. Kochasz koronę Anglii bardziej niż własne dzieci”

  Morał z tej powieści wypłynął dla mnie taki: nie życz nikomu źle, bo zło do ciebie powróci, obróci się przeciw tobie. Mam tu na myśli złe życzenia, klątwę którą skierowała Elżbieta Woodville całkiem nieświadomie do swojej córki i przyszłego zięcia (czyli HenrykaVII) oraz jego następców. No gdzieżby pomyślała, że jej Elżbietka najstarsza córka zostanie królową Anglii. Przecież swoje intrygi knuła tylko z myślą o synach.

 

Mój prywatny skorygowany ranking dotychczas przeczytanych książek P.Gregory:

 

1.Wieczna księżniczka

 2. Kochanice króla ex aequo 3.Kochanek dziewicy

4. Biała królowa

 5.Ziemskie radości

 

Zokładki:

 Król Edward IV York zakochuje się w pięknej wdowie i przed upływem miesiąca bierze ją w sekrecie za żonę. Gdy to małżeństwo wychodzi na jaw, Elżbieta Woodville i jej najbliżsi dostają się w sam środek walk o władzę i wpływy na królewskim dworze, gdzie muszą stawić czoło starym wrogom, jak również nowym rywalom.

Philippa Gregory w przejmujący sposób oddaje historyczny dramat poprzez losy kobiet - w "Białej Królowej" główną bohaterką i narratorką jest Elżbieta Woodville, pierwsza plebejuszka, której dane było wyjść za mąż z miłości, i to za króla od młodości sposobionego do wojny. Elżbietą powoduje namiętność i ambicja - podczas gdy krzepnie na zdobytej pozycji, na plan pierwszy wysuwają się jej dwaj synowie, których późniejsze tajemnicze zniknięcie spędza sen z powiek historykom od stuleci, jako że losy dwóch książąt z Tower do dziś są nieznane. Philippa Gregory swoim zwyczajem przedstawia własne, niezwykle silnie przemawiające do wyobraźni wytłumaczenie.

 

czwartek, 28 czerwca 2012

Prawda bywa gorzka

Myślę, że połączenie śledczego Sandra, klimatu Piotrogrodu  z arcyciekawymi postaciami historycznymi, a to: nieudolnym carem Mikołajem II, jego chorą psychicznie żoną Niemką Aleksandrą, do tego ze słynnym doktorem Freudem i w tle z kontrowersyjnym Rasputinem….

mogło wstrząsnąć czytelnikiem i dawało nadzieję na dobry kryminał. Ale tak się nie stało. Książka mdła, nie pozostaje według mnie na dłużej w pamięci.

 

Z okładki:

 Pewnego niezwykle mroźnego styczniowego dnia 1917 roku w Piotrogrodzie na zamarzniętej Newie, w pobliżu Pałacu Zimowego, znaleziono bestialsko okaleczone ciała dwojga osób - kobiety i mężczyzny. Kim byli zamordowani, dlaczego ich zabito i kto tego dokonał próbują ustalić oficerowie policji - wywodzący się z arystokratycznego rodu Sandro Ruzski i jego przyjaciel Paweł Milutin. Zbrodnią interesuje się też tajna policja polityczna. Sprawa jest niezwykle skomplikowana i niebezpieczna - odkrywane stopniowo przez śledczych informacje i fakty z jednej strony prowadzą do rodziny carskiej, zwłaszcza do imperatorowej Aleksandry rozpaczającej po śmierci Grigorija Rasputina, z drugiej zaś niejasna pozostaje rola najwyższych oficerów ochrany. Wkrótce ginie w równie okrutny sposób kolejny mężczyzna, a po nim kobieta, oboje związani z ruchem rewolucyjnym.. Jedną z uwikłanych w te tajemnicze i straszliwe wydarzenia osób jest Maria Andriejewna Popowa-primabalerina Teatru Maryjskiego.

Sandro z całą determinacją prowadzi śledztwo; mimo wojny i przedrewolucyjnyego wrzenia dociera nawet do Jałty w poszukiwaniu prawdy, której odkrycie będzie dla rosyjskiego śledczego zaskakujące, ale nie przyniesie mu ukojenia.

 

 

czwartek, 15 lipca 2010

Najskuteczniejszy snajper w historii wojen- Simo Häyhä

Mea culpa, mea culpa, mea maxima…. Moja znajomość wojny rosyjsko-fińskiej była zerowa. Sama książka może i nie jest wartościowa pod względem literackim. Ale pod względem poznawczym to i owszem.

Wojna rosyjsko- fińska z punktu widzenia Finlandczyka, chciałoby się powiedzieć przeciętnego (bo  to przecież spokojny, cichy, rolnik ) obywatela, ale bohater tej książki przeciętny absolutnie nie był. W sporządzanych listach biorących pod uwagę I wojnę światową, II wojnę światową, wojnę koreańską, wojnę wietnamską Simo Häyhä  zajmuje zawsze pierwsze miejsce z 542 zestrzeleniami.

Ukryty pośród śniegu, niesamowicie cierpliwy, dysponujący karabinem bez celownika optycznego, a jednak wzbudzał strach w szeregach armii radzieckiej. Biała śmierć-Simo. Bardzo, bardzo skromny, małomówny, uprzejmy.

Bradzo zaskakujące stwierdzenie znalazło się w tej książce. Otóż specjalista od strzelectwa wyborowego wymienia najważniejsze cechy jakie musi posiadać dobry snajper.I jedną z takich najważniejszych cech jest humanitaryzm. Bo: „strzelec, który nienawidzi swego wroga ponad wszystko, szybko się wypala i w ostateczności niszczy siebie i naraża na niebezpieczeństwo najbliższe otoczenie”. 

Warto przeczytać.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Dziewczyny lubią wojowników w kolorze brąz.

To miała być tylko krótka wycieczka młodej Szwajcarki o imieniu Corinne do egzotycznej Kenii. W dodatku pojechała tam z przyjacielem. Ale tam właśnie czekało na nią przeznaczenie, czyli boski Masaj o imieniu Lketinga. Krótka wycieczka zamieniła się w czteroletni pobyt w Kenii u boku kochanego, ale i zazdrosnego męża-lekkoducha. Sielanka to nie była, ale dość burzliwy związek.

I tak przepaść kulturowa położyła kres miłości.

 Książka, którą każda kobieta przeczytać powinna, bo jest w niej miłość od pierwszego wejrzenia, poświęcenie. Słowem jest wszystko to, czemu hołdują kobiety- hi hi. Mnie kobiety pełne takiego poświęcenia dla mężczyzny za bardzo nie imponują, ale książkę przeczytałam z wielką przyjemnością. Jednocześnie podziwiałam Corinne za jej upór, wytrwałość, poświęcenie i byłam na nią zła. No ileż tak można miotać się. Ciężkie warunki życia, całkowicie  inna mentalność Kenijczyków i ona zdana tylko na siebie. Dla kochanego mężczyzny poświęca dość dużo: majątek, niezależność, wygody, w zamian otrzymuję chorobliwą zazdrość, choroby i oczywiście piękny owoc związku czyli córeczkę.

Do przeczytania tej książki zachęcił mnie film pod tym samym tytułem. Biała Masajka to część pierwsza losów Corinne. Część drugą (Moja afrykańska miłość) przeczytałam wcześniej.


piątek, 29 stycznia 2010

Z blogu tego nie wynika, że jestem miłośniczką tematyki wojennej, zwłaszcza obozowej.

 Trudno mi było wyobrazić sobie sceny, jakich był świadkiem Samuel. OKRUCIEŃSTWO

 „… przenosimy na tragach ciała i wrzucamy je do ogromnych dołów. Na ich dnie układają żydowscy więźniowie trupy. Obsypują każdą ich warstwę chlorem, a potem warstwą ziemi. Gdy dół jest zapełniony trupami, zasypujemy go ziemią. Po pewnym czasie trupy w tych grobach fermentują i wybuchają jak wulkan. Jedną z zabaw esesmanów jest spychanie żywych więźniów do tych grobów. Tonęli żywcem jak w bagnie w masie rozkładających się ciał ludzkich.” Kto z pokolenia powojennego może sobie wyobrazić ten widok, ten smród, to nieposzanowanie ani człowieka żyjącego, ani zmarłego.

 W trakcie czytania poczułam niesmak, zawstydzenie. I uczucie to pozostało do ostatnich stron książki. A fakty były takie: siostrzyczki Samuela zostały zadenuncjowane przez Polaków. A z twarzy pasażerów (Polaków) pociągów przejeżdżających przez Treblinkę można było wyczytać litość, ale byli też Polacy, którzy z zadowoleniem przyglądali się Żydom w obozie. Pomimo tych koszmarnych doświadczeń Samuel uczestniczył w Powstaniu Warszawskim, a następnie wstąpił do partyzantki.

 Więc skąd moje odczucie, że ze stron książki uderza niechęć Samuela do Polaków, a może to nawet nienawiść.  Nie podoba mi się lekceważenie, stosunek negatywny Samuela do dorobku kultury polskiej, jaki by on nie był. Ale z drugiej strony jak ja mam wymagać poszanowania dorobku kultury polskiej od Żyda (odzyskał obywatelstwo polskie), skoro sami Polacy jej nie szanują.

 Spodziewałam się po tej książce bardziej szczegółowego opisu buntu w obozie Treblinka. Czytając książki o tematyce obozowej nieraz zastanawiałam się, dlaczego taka ogromna masa ludzka nie decydowała się albo decydowała bardzo rzadko na bunty i ataki na esesmanów. Samuel odpowiedział na moje pytanie. Przyczyna prosta, przecież przybywali ludzie zastraszeni, przerażeni, a strach wiadomo paraliżuje. Po drugie z dorosłymi mężczyznami przybywały kobiety, dzieci, starcy, kaleki- wszyscy nieuzbrojeni. W tej książce kilkuset ludzi przeciw esesmanom. Walczyli nożami i butelkami przeciw karabinom.

 Książka oczywiście zasługuje na przeczytanie. A dodatkową zachętę stanowią zamieszczone w książce zdjęcia rzeźb autorstwa Samuela Willenberga o tematyce właśnie obozowej. Dla mnie rzeźby te wykonane z brązu (wg mnie bardzo trafnie wybrano rodzaj materiału) są piękne, wstrząsające, niezwykle wymowne. Te rzeźby „żyją”- więźniowie cierpią, są zdruzgotani, zrezygnowani, zrozpaczeni.

Znalazłam w internecie te same zdjęcia, które znajdują sie w książce. Fotografia poniższa pochodzi ze strony

http://www.treblinka.bho.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=132&Itemid=77

 

 
1 , 2 , 3