Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!
Blog > Komentarze do wpisu

Żony polarników-Kari Herbert

 Czapki z głów przed żonami polarników

 O samych polarnikach można bez wątpienia powiedzieć „nie byli mięczakami”. To byli ludzie twardzi, uparci, nietuzinkowi. Dlatego i żony wybierali sobie nietuzinkowe. Bardzo ciekawe opracowanie, usystematyzowane, na ile to możliwe, nieprzeładowane niepotrzebnymi danymi. Każda żona była taką indywidualistką, że coś tam w głowie pozostaje po przeczytaniu książki.

W dużej mierze książka oparta jest na wspomnieniach czy listach. Opracowanie przez to jest bardziej wiarygodne i przemawia do czytelnika. Ale z drugiej strony dziwiłam się, że polarnicy czy ich potomkowie pozwolili na upublicznienie nie zawsze chwalebnych sekretów małżeństw polarników. Bo nawet jeśli wybitni polarnicy i ich żony były osobami nietuzinkowymi, to jak to w małżeństwach bywa są miłości, tęsknoty i zdrady i łzy i cierpienie. Polarnicy i ich żony – wszystkie przedstawione w tej książce osoby zostały odarte z prywatności. 

Z czym jeszcze zetkniemy się czytając książkę? Z bezpardonową rywalizacją, a nawet zawiścią pomiędzy polarnikami. Właściwie to oczywiste, że w zawód polarnika wpisana jest ostra rywalizacja, ale jakoś mnie to zdziwiło, a nawet trochę zniesmaczyło.

 

 

Z okładki:

Josephine Peary, Eva Nansen, Eleanor Anne Franklin, wreszcie Marie Herbert… Kari Herbert w swojej najnowszej książce na pierwszy plan wysuwa nie słynnych polarników, lecz… ich kobiety. Zazwyczaj pozostające w cieniu, w książce Herbert ukazane są nie tylko jako wierne i oddane towarzyszki życia swych mężów, z utęsknieniem czekające na ich powrót do domu, lecz również jako kronikarki, powiernice, pielęgniarki, a nawet, nierzadko, członkinie ich ekspedycji bądź też kierowniczki misji ratunkowych.

Żony polarników to historia siedmiu niesamowitych kobiet. Skazane na samotne życie, często nawet przez kilka lat z rzędu, potrafiły znaleźć w sobie siłę, by przezwyciężyć tęsknotę i oddać się swoim pasjom (gdy Kathleen poznała przyszłego męża Roberta Falcona Scotta, była już uznaną rzeźbiarką, a nim mezzosopranistka Eva Sars wyszła za Fridtjöfa Nansena, już słynęła z udanych wykonań pieśni Schumanna). Jednakże nie zaniedbywały przy tym swych mężczyzn, wspieranie ich w dążeniu do celu uważały bowiem za swój obowiązek.

„Dla odkrywcy wytrwała żona była tak samo ważna jak każdy inny członek ekspedycji, jeśli nie bardziej. Powinna oczywiście podzielać jego pasje, być wyrozumiała, inteligentna i godna zaufania; sukces albo porażka wyprawy często zależały od jej umiejętności przewidywania i wsparcia”.

Książka Herbert skonstruowana jako zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie tych niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników. Polarnicy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

„…zarówno moja matka, jak i inne żony polarników, były dla swoich mężów niczym latarnie morskie. Nawet tysiące kilometrów od domu zdawali się słyszeć ich głosy, przebijające się przez polarne burze, zachęcające, by szli do przodu, dodające im sił w walce z naturą, nawet wtedy, gdy nadzieja na powrót była nikła. Mam nadzieję, że moja opowieść pozwoli wyjść tym nadzwyczajnym kobietom z cienia ich mężów, bohaterskich odkrywców, po to, by mogły opowiedzieć własne historie”.

wtorek, 30 października 2012, jolad6

Polecane wpisy