Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!
Blog > Komentarze do wpisu

Skazana na życie- Anna Langfus

Anna Langfus- polska Żydówka pochodząca z Lublina. Przeżyła wojnę, wyemigrowała do Francji. We Francji napisała Skazaną na życie. Do Polski nigdy nie wróciła.

  Bohaterka jej powieści to Maria, także Żydówka pochodząca z Lublina. W 1939 to młoda mężatka, choć ma dopiero lat 19. Początek książki bez emocji. Pomimo wybuchu II wojny światowej Maria nadal jest rozpieszczana przez rodziców, męża i nianię. Marii niejako wojna nie dotyczy, to dzieje się gdzieś obok. Nawet przenosiny do getta lubelskiego nie wywołują w czytelniku (tzn. we mnie) większych emocji. Książka wciąga na dobre od momentu powrotu matki Marii do męża do Lublina. Maria pozostaje sama z mężem Jakubem, na łasce Polaków. Autorka książki przedstawia przerażający obraz polskiego społeczeństwa: wyrachowanego, nietolerancyjnego, antysemickiego.

 Władysławowi Szpilmanowi (Pianista) życie ratuje Niemiec. I Marii również pomaga Niemiec. I tak się porobiło, że im więcej czytam książek o tematyce wojennej, tym częściej pojawiają się ci dobrzy Niemcy i Polacy antysemici. A przecież byli tacy Polacy, którzy opiekowali się Żydami do momentu wyłudzenia ostatniego grosza, ale byli też tacy, których dziś nazwiemy Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata.

 W książce jest wiele niedomówień. Jednym czytelnikom może to nie przeszkadzać, a pobudzać do „dopowiedzenia” sobie losów Marii. Mnie losy Marii pełne luk przeszkadzały. Ale z drugiej strony, przecież taki koszmar chce się wymazać ze swojej pamięci. Nie wszystko chce sie pamiętać. 

Pogarda dla faszystów, pogarda dla życia, inteligencja- czy dzięki temu Maria przeżyła getto lubelskie, warszawskie, tortury na gestapo? Myślę, że wszystko po trochu, plus wyjątkowa uroda i łut szczęścia. Maria przeżyła, ale nikt z rodziny nie ocalał. Po wojnie to już inna Maria. Skazana na życie bez bliskich, ze strasznymi wspomnieniami, z wyrzutami sumienia, że jej się udało przeżyć.

piątek, 26 lutego 2010, jolad6

Polecane wpisy

Komentarze
2010/03/02 17:59:39
bardzo smutne ksiazki ostatnio czytasz, oby nie wplynelo to samopoczucie (moje i bez ksiazek fatalne, czego Tobie nie zycze) :)
-
2010/03/02 22:02:02
Ewuniu ja tylko wróciłam po latach do literatury wojennej i obozowej, którą od zawsze uwielbiam. Co do samopoczucia- właśnie z takich książek i ludzkich dramatów czerpię siłę. Doceniam, że moje dzieciństwo obyło się bez takiej traumy. Nie cieszę się nigdy z ludzkiego nieszczęscia, ale ludzkie losy uświadamiają mi to, że mnie wiele tragedii na razie ominęło. I ty też ciesz się małymi sukcesami w życiu codziennym i staraj się znaleźć we wszystkim plusy-ja ci to mówię wieczna pesymistka-hihi. Mam koleżankę, która twierdzi, że tylko na nią spadają nieszczęscia, a inni to mają życie usłane różami- szkoda, że taka stara, a taka głupia. Każdy ma swój krzyż wcześniej czy później, tylko nikt sie tym nie chwali. To tym optymistycznym akcentem kończę- buźka, żółwik, czułko.
-
2010/03/03 18:03:33
ja tez urodzona pesymistka, nosze moj krzyz po cichu, bez wiekszego rozzalania sie nad soba. Moj zmarly tesc przezyl Majdanek i roboty w Niemczech wiec troche takich opowiesci poznalam z pierwszej reki, ale jakos nigdy nie mialam odwagi siegac po tego typu ksiazki. Ostatnio przeczytalam, ze sredno zdepresjonowani (jesli jest takie slowo) zyja dluzej, niz optymisci, ktorzy podejmuja w zyciu zbyt duzo ryzyka, wracam wiec do mojej depresji z usmiechem :)
-
2010/03/05 18:19:58
Ewciu- bardzo, bardzo mi się twoje wnioski na temat długo żyjącego pesymisty spodobały. U mnie w rodzinie z kolei dziadek był na robotach w Niemczech. Od dawna nie żyje. Bardzo żałuję, że ktoś z rodziny nie spisał jego wspomnień. Ja pamietam tylko strzępy jego opowiadań- a opowiadać to on umiał .