Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!
Blog > Komentarze do wpisu

Życie po śmierci- M.T. Browne

Bardzo interesująca książka. Autorka pisze o sobie, że jest medium. Kontaktuje się ze światem dusz. I opisuje w książce swoje doświadczenia, spostrzeżenia.Opisuje też doświadczenia osób, które przeżyły śmierć kliniczną.

  Bardzo trudno opowiedzieć o tej książce, więc ten wpis będzie jednym wielkim cytatem. Każde słowo wydaje mi się tak ważne. W książce tej znajduje się mnóstwo uniwersalnych  rad dla ludzi o różnych światopoglądach.  

„Wszelkie aspekty życia są wspaniałe i nie chcę  tracić ani chwili, zamartwiając się” 

Autorka podaje przykład kobiety, która umierała na raka, a mimo zachowała pasję życia i nie popadła w depresję. Znajomemu odpowiedziała „nie cieszy mnie ból ani choroba, ale wszystko to, co inni robią dla mnie. Uważam, że wszelkie aspekty życia są wspaniałe i nie chcę  tracić ani chwili, zamartwiając się.” Przyznacie, że warte zapamiętania jest takie podejście do życia. Cieszyć się właśnie tym, że są wokół bliscy, którzy nas kochają i się nami opiekują.  

„Zgoda na odejście tych, których kochamy, jest wielkim dowodem miłości”

Dusza po śmierci na zazna spokoju, dopóki osoba pozostająca na ziemi jest nieszczęśliwa. Dusza będzie wyczuwała pełne rozpaczy formy myślowe i nic nie może zrobić dla bliskiej osoby. Jednym słowem „zgoda na odejście tych, których kochamy, jest wielkim dowodem miłości”„Czy to prawda, że moja żona może się martwić, bo ja jestem smutny? Myślałem, że kiedy odchodzą, wszystko się kończy.-Formy myślowe tak silne jak twoje, ona może odbierać w sferze duchowej. Nie oznacza to, że jest przywiązana do Ziemi. Zasłona pomiędzy światami jest bardzo cienka. Bardzo silna myśl może się przedrzeć przez te zasłonę, a dusza w świecie duchowym może ją odebrać”  

 Samobójstwo

Samobójstwa nie wolno akceptować, jest bowiem aktem przemocy wobec duszy. Ten, kto odbiera sobie życie fizyczne, ani nie żyje, ani nie umiera; zamiast tego duch mieszka pomiędzy Ziemią a światami duchowymi, aż nadejdzie właściwy czas, by odejść normalnie (taka pora, gdy ciało odeszłoby, gdyby wcześniej nie zadano mu śmierci). Taki stan-stan zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią –stwarza straszne warunki istnienia. 

 Eutanazja

Susan pomogła matce umrzeć. W efekcie, Susan nigdy się nie pozbierała po tym, jak pomogła matce umrzeć.  Wg autorki nie ma litości w zabijaniu. Samobójstwo lub eutanazja nie są kresem cierpienia. Są początkiem większego bólu-cierpienia duchowego. Musimy pamiętać, że ból fizyczny ma kres; to dusza cierpi po śmierci, jeśli odbieracie sobie życie albo komuś pomagacie to zrobić. Autorka skupiła się tu na cierpieniu duszy zmarłego, ale należałoby także zwrócić uwagę na ogromne wyrzuty sumienia człowieka, który przyczynia się do eutanazji.  

Boimy się umierania 

a tak naprawdę przecież  „fizyczne ciało zaczyna umierać już w chwili narodzin. Wszystko co robimy w życiu, dzieje się podczas procesu fizycznego umierania.”  

Nie ze wszystkiego jest dumny, wielu rzeczy się wstydzę 

W momencie przejścia człowiek zobaczy wszystkie zdarzenia ze swego życia. Nie ze wszystkiego jest dumny, wielu rzeczy się wstydzi. Ale  „rozumiejąc, że celem życia jest rozwój, nie możesz się czuć winny.” Ważne czy człowiek zobaczy postęp jaki poczynił w życiu. 

 Często ukochana osoba odchodzi, gdy w pokoju nie ma nikogo 

Często ukochana osoba odchodzi, gdy w pokoju nie ma nikogo. Ludzie będący w żałobie płaczą i mówią:  ”Nie mogę w to uwierzyć. Wyszedłem z pokoju tylko na chwilę, a matka odeszła.” Dlaczego mnie przy niej nie było?” Autorka książki wyjaśnia to tak: Ludzie przechodzący do świata duchowego są zatrzymywani w świecie fizycznym, gdyż bardzo pragną tego kochający ich ludzie. Siła żałoby sprawia, że dla tych którzy są gotowi, przejście do świata duchowego może być bardzo trudne. Potężna siła myśli wysyłanych od osób ukochanych może zatrzymywać ludzi w ciele fizycznym dłużej, niż jest to potrzebne. Umierający odczuwa smutek ludzi, którzy nie chcą pozwolić im odejść. Umierająca osoba, odchodząc, nie chce ranić tych, którzy ją kochają, toteż stara się trzymać życia fizycznego. Umierający mógłby odejść znacznie łatwiej, gdyby ukochane osoby opuściły pokój, zabierając ze sobą smutek. Musimy dać naszym ukochanym zgodę na odejście.”  

Pokonanie bólu po stracie bliskiej osoby

Na pokonanie bólu po stracie bliskiej osoby autorka daje taką radę:  „Błogosławieni ci, którzy służą innym, i im ktoś bowiem pomoże. Służba innym jest drogą do pocieszenia ich i uzyskania pocieszenia.”Najwyższy hołd, jaki możemy oddać osobie, która odeszła, polega na tym, że podążamy z biegiem życia. 

Książka dla tych, którzy są w depresji, cierpią, boją się swojej śmierci lub odejścia osoby bliskiej. Książka traktuje o śmierci, ale jest tu bardzo optymistyczne podejście do śmierci. Bo nie jest kresem wszystkiego.

wtorek, 21 października 2008, jolad6

Komentarze
2008/10/26 22:25:14
Słowa słowami, ale zazwyczaj trudno je potem zastosować w codziennym życiu. Lubię czytać tego typu pozycje, jednak później itak szybko ulatują i życie toczy się dalej, z codziennymi radościami jak i smutkami.
-
2008/10/27 08:49:55
Ale im częściej czytamy "słowa" tym częściej sobie uświadamiamy co jest ważne i jak powinno się żyć. I w końcu zostajemy przesiąknięci pewnymi zasadami i w coś w końcu wierzymy i jest nam łatwiej. Nie wszystko ulatuje.
-
Gość: iwona, 194.181.135.23*
2008/12/03 19:19:20
Miesiąc temu w wypadku zginął mój narzeczony....nikt kto nie doświadczył takiej tragedji na samym sobie nigdy nie dowie się jak to jest!!!!!!I bez sensu są tłumaczenia serce i tak wie swoje
-
2008/12/03 22:39:54
Iwonko, jak wielki jest twój ból to wiesz tylko ty sama. Nie umiem ludzi pocieszać , bo staram się patrzeć realistycznie na świat. Ale z obserwacj swego środowiska widzę, że faktycznie na takie cierpienie jedynym lekarstwem jest skupienie sie na pomocy innemu człowiekowi. Wtedy człowiek nie pielegnuje swego cierpienia, a niesienie pomocy drugiemu może dać szczęście. A druga sprawa to kwestia wiary.
Życzę ci abyś sie wygrzebała z tego strasznego doła i nie pielęgnowała swego bólu , bo do czego to cię doprowadzi? Tylko cie wyniszczy, a twój narzeczony napewno nie chciałby tego abyś była nieszczęsliwa. Może żyje obok ciebie któs równie albo jeszcze bardziej nieszczęśliwy i czeka na twoja pomocną dłoń
-
Gość: lucyna, inet20909na-3.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2009/01/27 09:47:40
Niedawno umarł mój Mąż, niby wszystko rozumiem ,że nie trzeba bardzo opłakiwać osoby zmarłej , bo jest ciężko Jej duszy odejść. Ale mimo wszystko płaczę bo jest mi naprawdę bardzo ciężko. Wiem że czas goi rany ale teraz jest jeszcze za wcześnie żebym mogła normalnie o tym rozmawiać.
-
2009/01/27 21:46:15
Lucynko ale ty już zaczęłaś na ten bolesny temat rozmawiać dodając ten wpis. Dla mnie to znak, że sie podnosisz z doła. Widzę , że nie staczasz sie w depresję ale sama dla siebie szukasz ratunku czytając takie ksiązki czy tylko ich opisy. Dla mnie to dobry znak, chesz zrozumieć...
-
Gość: , fcb142.internetdsl.tpnet.pl
2009/04/17 10:10:51
1
-
Gość: Monika, public-gprs133917.centertel.pl
2009/04/17 20:00:58
..Iwonko I Lucyno - rozumiem Was całkowicie. Minęło 1.5 miesiąca a ja nadal nie wierzę w to co się stało, nie potrafię.. Stracić kogoś, kogo kochało się najbardziej, kogoś kto był największą częścią twojego świata nie może chyba z niczym się porównać.. wszystkie wspomnienia, plany, marzenia - tego nie da się unicestwić.
-
2009/04/18 22:54:53
Moniko ty napewno bardziej rozumiesz cierpienie Iwonki i Lucynki. Sama tego nieszczęscia doświadczyłaś, więc rozumiesz je doskonale. 1,5 miesiąca to stanowczo za krótko żeby przestać cierpieć, więc nie wymagaj od siebie za dużo. Więcej czasu ci potrzeba- gorąco pozdrawiam
-
Gość: lena, czh178.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/05 10:45:32
Ponad cztery miesiące walczę ze smutkiem i bólem po stracie jedynej, największej miłości mojego życia.Czytając wszelkie publikacje na temat śmierci,czy życia po śmierci (o którym nie wiemy prawie nic) próbuję wmówić sobie, że dalej jesteśmy razem-tylko w innym wymiarze.Nie ukrywam, że łudzę się każedego dnia, że mój Jedyny da mi znać, że jest przy mnie.Zgadzam się z wcześniejszym wpisem, że nie można pielęgnować w sobie bólu, jest to niebezpieczne i może zaprowadzić tylko do depresji.Mam wrażenie, że jestem na granicy.
-
2009/06/07 14:43:49
Leno może daje ci znaki, ale ty ich nie dostrzegasz. Rozejrzyj sie uważnie. Może ktoś do ciebie wyciaga pomocną dłoń za sprawą twego Jedynego. A może ktoś zwraca sie do ciebie o pomoc też za sprawą twej Miłości. Mnie sie osobiście wydaje, że dopóki człowiek zdaje sobie sprawę, że jest na granicy, że zbliża sie do depresji, to jeszcze jest dobrze. Jeszcze można sobie samemu pomóc i szukać ratunku. Gorzej jak człowiek wpada w sidła depresji i nie zdaje sobie z tego sprawy
pozdrawiam ciepło
-
Gość: mariola, apn-77-113-29-49.dynamic.gprs.plus.pl
2009/10/31 21:52:52
nie dawno straciłam narzyczonego i nie potrafie dalej zyc tylko on sie liczył!!!!!!!!
-
2009/12/21 11:46:17
Gdy czytam Wasze posty to mam wrażenie, że są moje. Cierpie jest ogromnie po stracie ukochanej osoby. Wszyscy niedawno doświadczyliśmy tej tragedii, (ja 4 m-ce temu). Cały czas jednak szukam iskierki nadzieii, że kiedyś zaczne swobodnie oddychać, czuć, cieszyć się, smakować życie tak jak to robiliśmy razem z moją miłością życia. Szukam osób, które przeżyły , przetrwały to cierpienie i smakują życie na nowo, też pięknie. Czy jest ktoś taki ? Czy ma swoje (piękne) życie po śmierci ? Czy jest to możliwe ?
-
Gość: marcin, ayc45.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/22 00:24:19
Utraciłem bliską mi osobę 7 lat temu. Zostałem sam z moim wówczas 9 letnim synem. Zgadzam się , że trzeba wtedy rozmawiać i dużo mówić o zmarłym ale tylko w grupie ludzi , którzy doświadczyli tego samego. Ja niestety nie miałem takiej okazji. Moim bliscy i znajmi unikali tego tematu jak ognia. Dzisiaj kiedy czas żałoby się skończył i ból po stracie ukochanej osoby pojawia się sporadycznie , jest prawie tak jak było kiedyś. Inną sprawą jest fakt , że śmierć bliskiej nam osoby zmienia nas bardzo . Każdego z nas bez wyjątku. Życzę WSZYSTKIM PO STRACIE BLISKIEJ OSOBY , aby przejście przez ten trudny okres , bardziej ubogaciło Wasze życie.
-
2009/12/23 13:22:44
Odnosząc się do waszych komentarzy, myślę, że dalsze życie po śmierci drogiej osoby jest możliwe, ale napweno będzie ono trochę inne, bardziej dojrzałe. Jest to wtedy czas na podsumowanie swego własnego życia i przewartościowania pewnych zasad
-
Gość: , dynamic-87-105-135-108.ssp.dialog.net.pl
2010/01/22 18:58:41
IK
Przetrwać to cierpienie,to jest bardzo trudne,ale możliwe.
Mija właśnie trzynaście lat od śmierci mojego męża.
Myślałam,że już nigdy ten okropny ból nie minie,ale w końcu przygasł i mogę się cieszyć urokami życia a życie bywa takie piękne.


/
-
Gość: aneta, btm70.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/09 17:56:19
Moja mama odeszła rok temu, żyję dniem codziennym i niby wszystko jest ok, ale gdy przychodzi noc ten straszny ból i rozpacz powraca tak jak było na samym początku, często mi się mama śniła gdy prosiłam ją o to, ale teraz gdy ją o to proszę te sny są straszne, ukazują jej śmierć i po dzisiejszej nocy czuję jakby Ona chciała mi przekazać żebym w końcu pozwoliła Jej odejść... i przestać rozpaczać. Czy ktoś mógłby napisać coś na ten temat?? Czy Dusze chcą by ich nie opłakiwać, ktoś kiedyś mi powiedział że nie wolno opłakiwać zmarłych bo wtedy Dusze cierpią i czują tak jak by się topiły w tych łzach....
-
2010/02/16 23:10:35
Aneto- wcale mnie twoje przemyslenia nie dziwią. Miałam takie samo doświadczenie. Kilka lat temu po smierci taty, tak intensywnie o nim myslałam, że śnił mi sie dosc często. I w końcu przysnił mi się w takim snie, że dał mi do zrozumienia, żeby dać mu odejść, że jest mu w innym świecie dobrze. Do dziś pamietam szczegółowo ten sen. Mam więc takie samo odczucie , dośiadczenie jak ty i pewnie niejeden z nas. Pozwól mamie odejść- naprawdę
-
Gość: Kika, 84.201.212.24*
2010/02/18 20:44:17
Kochani!
Moja Mamusia odeszła tydzień temu, jest mi źle, płaczę cały czas i szukam odpowiedzi na pytanie: CZY JEJ JEST TAM DOBRZE???Umarła na raka, bardzo cierpiała. Czy ten ból kiedyś minie? Zostawiła wnuczka, który Ją bardzo kochał, a ona jego. Czy Ona czuje, że tak bardzo za nią tęsknimy? Tak bym chciała, żeby mi się przyśniła i powiedziała, czy jej tam dobrze, u Boga. Nie wiem, kiedy się uporam z tą pustką.
-
Gość: aneta, bsq54.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 22:11:22
Do KIKA. Ja doskonale rozumiem Twój ból i to co teraz czujesz, przeszłam dokładnie to samo....moja mamusia też umarła na raka, opiekowałam się nią do końca, patrzyłam jak z dnia na dzień ulatuje z niej życie....(dodałam już wpis jedną pozycję wyżej). Twoja mama jest z Tobą, patrzy na Was, i na pewno będzie Wam pomagać tak jak robi to moja mamusia i niestety ale czuje Wasz ból, dlatego lepiej jest pozwolić jej odejść...teraz jest w Niebie i na pewno już nie cierpi, jest szczęśliwa i na pewno chce żebyście też byli szczęśliwi mimo iż jej już z Wami nie ma, W moim przypadku minął już rok, ale czuję się jak by to było wczoraj, ja cały czas czuję mamę przy sobie, widzę na każdym kroku, zawsze gdy ją proszę o pomoc to mi pomaga, zawsze mówię że moja mamusia żyję, tylko mieszka w Niebie... i tak jest Twoja mama też nadal żyję tylko nie możesz jej zobaczyć...Na pewno Ci się przyśni, mi pierwsze tygodnie po śmierci śniła się prawie codziennie...teraz już mniej, te sny bywały różne ale cudownie było znów zobaczyć jej uśmiech i z nią porozmawiać....To są moje odczucia po śmierci mamy, pisząc chcę Ci dodać otuchy, mam nadzieję żę Cie nie uraziłam w jakiś sposób. Musisz być silna i dzielna, ja mam 24 lata i wszystko w domu zwaliło się na moją głowę i musiałam być silna.
-
Gość: aneta, bsq54.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 22:26:24
DO jolad6: Dziękuję za odpowiedź, ja cały ten rok żyję rozmyślaniami i rozważaniami jak to jest z tym wszystkim, gdy człowiek odchodzi, rozmyślam nad sensem życia, cierpienia i śmierci, ale wydaje mi się że do końca nie ma odpowiedzi na niektóre pytania, po prostu musimy żyć z myślą że niektóre rzeczy zawsze będą owiane Tajemnicą. I chyba naprawdę jest tak że musimy pozwolić odejść bliskim żeby i oni byli szczęśliwi żeby nie musieli patrzeć na nasz smutek...postanowiłam sobie że już nie będę płakać za mamą bo wydaje mi się że ona tak by chciała, i gdy się pomodliłam znów mi się przyśniła i już to był normalny sen, dlatego chyba mama naprawdę chciał mi powiedzieć że mam pozwolić jej odejść, że jest jej dobrze, zwłaszcza ze życie na ziemi miała bardzo ciężkie, nie tylko przez chorobę....POZDRAWIAM
-
2010/02/19 09:38:50
Anetko- lepiej od ciebie nie podsumowałabym naszych rozważań. To wszystko prawda- człowiek na codzień nie mysli o śmierci. Dopiero śmierć bliskiej osoby skłania nas do przemyśleń nad sensem życia. Buźka
-
Gość: Kika, 84.201.212.24*
2010/02/19 21:49:42
Witam Dziewczyny,
dziękuję Wam za odpowiedź i słowa otuchy. Ja cały czas tęsknię za Mamusią, byłam dziś na cmentarzu, rozmawiałam z Nią. Bardzo mi jej brakuje, wciąż słyszę Jej głos. Najbardziej żal mi tego, że już nigdy nie dam Jej prezentu na Dzień Matki, nigdy nie pójdziemy z dziećmi na spacer, nie usłyszę Jej głosu. Wiem, że muszę być silna (i staram się), ale żal jest ogromny. Proszę Boga, żeby mi się przyśniła i powiedziała, że jest Jej tam dobrze, ale jak dotąd mi się nie przyśniła. Ja mam 32 lata.
-
Gość: aneta, btp142.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/20 21:05:37
Mi jest żal, że nie będzie przy mnie mojej Mamusi, gdy kiedyś będę wychodzić za mąż, gdy nie bedzie jej gdy rodzice błogosławią młodych, będę wtedy strasznie płakać, tego że nie będzie jej gdy będę w ciąży, gdy będę miała dzieci, żal mi tego bo moja siostra i bracia to mieli a mama tak im wtedy pomagała. A ja będe sama tak jak teraz, kążde z rodzenstwa ma swoje rodziny, swoje życie, które się toczy dalej jakby nigdy nic.. ja zostałam w domu z wszystkimi mamy rzeczami, dom bez niej jest taki pusty, ale w kuchni jest miejsce w którym zawsze ją widzę, chyba gotuje razem ze mną:) Mamusia umarła w grudniu tamtego roku, ja nie mogłam znieść czasu gdy przychodziła wiosna, gdy wszystko budziło się do życia, nie mogłam znieść myśli że życie toczy sie dalej a Jej nie ma...to tak jak bym czuła że coś Ją omija, chciałam zatrzymać czas....a ten czas teraz tak szybko leci, że ja chyba za nim nie nadążam. KIKA chciałabym żeby przyśniła Ci sie Twoja Mamusia, zobaczysz że jak obudzisz się rano bedziesz czuła taką wewnętrzną radość że Ona była u Ciebie ja przynajmniej tak miałam, specjalnie chodziłam wczesnie spac żeby tylko mieć sen z mama. Ja myślałam że mama do mnie przyjdzie tak naprawde, ale zawsze to były sny, zazwyczaj przedstawiajace jakaś sytuację w domku, czasem ze szpitala, raz mi sie śniło że wróciła....i rano gdy się obudziłam cieszyłam sie ze wszystkie rzeczy mamy są na swoim miejscu bo co by sobie pomyślała gdyby ich nie było....ale potem płakałam cały dzień że przecież nie wróci:( minął rok a rzeczy mamusi są tak jak były, nie mogę się ich pozbyć... bo to by było tak jakby odeszła drugi raz, ale tym razem już na zawsze..nie mogę tego zrobić. Kika daj znać jak Ci się mamusia wkońcu przyśni.
-
Gość: , 188.146.66.112.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/02/24 23:58:13
Przeczytałam ten wpis. I wiem, ze nie powinnam rozpaczac po stracie bliskiej osoby, ale nie potrafię. Coz za niesptawiedliwosc. Mam wielki żal... nie potrafie zrozumiec dlaczego? Milion mysli, pretensji i bol. Cholerny swiat, cholerne wszystko, kruche zycie. A my zyjemy w niewiedzy kiedy nasz kres, patrzac jak bliscy umierają. To ma byc ten idealny świat?
-
2010/02/25 07:26:54
Przepraszam, ale świat nigdy nie był idealny: dyskryminacja, choroby,dysproporcje w stopie życiowej, zawiść ludzka, wszechobecna agresja- to tylko niektóre. Żyjemy w niewiedzy- zgadza się. Każdy z nas ma wiele planów, a nie wiemy co stanie sie za sekundę.
Pozdrawiam ciepło
-
Gość: Kika, 84.201.212.24*
2010/02/25 21:15:07
Anetko, Mamunia nadal mi się nie przyśniła, ale czekam. Myślę o niej cały czas. Brakuje mi Jej bardzo, bardzo. Ale żal mi Ciebie, bo moja Mama doczekała się dwóch wnuków, błogosławiła mnie do ślubu, wybierałyśmy razem suknię ślubną. Była moją najlepszą przyjaciółką, nigdy już nie będę miała takiej, chyba że doczekam się córki. Anetko, musisz, koniecznie musisz pozbyć się rzeczy po mamie, inaczej nie pożegnasz się z przeszłością, wszystko będzie Cię bolało, codziennie. Ja pozostawiłam sobie kilka pamiątek, które ukryłam w szafie, głęboko, bo i tak pozostanie na zawsze w moim sercu.Musisz szukać szczęścia, rodziny, radości, uśmiechu. Twoja Mamusia (na pewno była wspaniała) nie chciałaby, żebyś była smutna, tylko chciałaby, żebyś odnalazła sens życia. Pozdrawiam Cię i naprawdę rozumiem jak nikt.
-
Gość: terkowa, staticline17081.toya.net.pl
2010/03/18 22:02:20
moja mama zmarła 21.02.2010 ogromna pustka ale staram sie nie rozpaczać wiem ze tego by nie chciała musze pozwolić jej odejść i wierzę ze kiedys sie tam spotkamy tylko najpierw musze wychować synków a wiem że dla mamy dzieci były najważniejsze chociaż jest smutno i przerasta mnie ogrom czasu do spotkania ale przecież nie znamy dnia ani godziny
-
Gość: Kika, 84.201.212.24*
2010/04/02 18:37:37
Do Terkowej: mam takie same myśli jak Ty, ale nie wolno nam tak myśleć, bo mamy dzieci do wychowania! Współczuję Ci bardzo, wiem co czujesz, bo ja czuję to samo. Jest mi źle i smutno, brakuje mi mojej Kochanej Mamusi, tęsknię za nią ogromnie.
-
Gość: , cct164.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/23 20:29:54
11 miesięcy temu straciłam syna. Miał 24 lata.Pokonała go straszna choroba.Byłam z Nim do końca. Płakałam, a On pytał dlaczego. Serce mi pękało, ale powiedziałam że jest mi smutno, ale pozwalam Mu odejśc. I odszedł.,,, Wierzę, że czuwa nad nami, jest w lepszym swiecie, tylko tak bardzo tęsknię za Nim... budzę sie i zasypiam z myślami o moim dziecku.Czasem wraają wspomnienia i obrazy z tych ostatnich chwil i jest bardzo ciężko... . Tak bardzo smutno,,,,smutno,,,, smutno...... Basia
-
Gość: , p508c3446.dip.t-dialin.net
2010/09/08 21:33:35
Kochani.I ja stracilam dwa miesiace temu moja kochana Mamusie.Czuje tak samo jak i wy,chce zeby mi sie przysnila,proszac Boga o to.Chce zeby mi potwierdzila,ze tam w Niebie jest jej lepiej.Tak bardzo w to wierze i chce wierzyc.Bo tu na ziemii bardzo cierpiala,miala raka pluc i mozgu.Mialam tez czas sie z nia porzegnac i pozwolic jej odjsc,dziekujac za wszystko co w zyciu dla mnie zrobila.
Wiem ,ze tesknoty ,zalu i bolu nie da sie mierzyc ale niesamowicie przykro mi co przechodzi Basia po utracie syna.Basiu jestem z toba i tule cieplutko.
-
Gość: córka, afw4.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/30 14:35:52
Ja straciłam ukochaną mamę 6 miesięcy temu. Płaczę codziennie, tak bardzo tęsknię.
-
Gość: Kasia, 109.231.56.1*
2010/10/04 13:51:46
Witajcie. Mhm...dobrze Was rozumiem. Mój kochany zmarł rok temu w bardzo młodym wieku. To chyba prawda, że nie czas goi rany ale człowiek z czasem przyzwyczaja się do bólu. Snił mi sie i śni bardzo często. Często tez mam dni takie, jakby odszedł wczoraj. Tego bólu nie da sie wyjaśnić czy opowiedzieć, to tak jakby serce ciągle powoli pękało. Ludzie myslą, że po roku żałoba jest słabsza. Guzik prawda. Byłam nawet u psychologa i co mi powiedział - żałoba po ukochanej osobie trwa 2 do 3 lat i to co czuje jest całkiem normalne. Później wraca czasem czucie z początków żałoby. Pamietam jego głos, zapach i nasze chwile. Zeby nie rodzina i przyjaciele nie byłoby mnie tu. Książki takie jak powyższa pomagają człowiekowi przetrwać najtrudniejsze chwile, dlatego jak tylko macie siły czytajcie. Strata kochanej osoby to najgorszy ból jaki może dotknąć człowieka. Sciskam.
-
Gość: Kika, 84.201.212.24*
2010/10/30 22:22:44
Kochani,
myślę, że wielu z Was z okazji Wszystkich Świętych zajrzy na tę stronę ponownie. Moja Mama zmarła w lutym, za mną ponad 8 miesięcy zmagania się z bólem i smutkiem. To jest niewyobrażalny ŻAL, że nie ma JEJ ze mną, ten żal nie maleje, bo widzę swoje dzieci, jakie są wspaniałe, a ONA nie może uczestniczyć w tych niezwykłych momentach. Okrutna jest myśl, że jeśli zdecyduje się na kolejne dziecko i Bóg pozwoli mi je urodzić, to ono nigdy nie pozna swojej babci. Czuję ogromny żal, płacz ściska moje gardło. Czuję się nadal bardzo samotna, choć trzeba przecież jakoś żyć.
Będąc dziś na cmentarzu widziałam wiele łez, wiele ludzkich tragedii i wiele nieszczęść. Kochani, musimy jakoś przetrwać. Życzę Wam siły, wytrwałości i mimo wszystko szczęścia w życiu.
-
Gość: Beata, rev32.tmark97.revers.nsm.pl
2011/03/10 17:08:26
Kochani dwa m-ce temu zmarła moja 16 letnia córka.Chorowała na białaczkę,była 3,5m-ca po przeszczepie.Dawca miał wirus który uaktywnił sie w organizmie córki i w ciągu dwóch tygodni zmarła.Chorowała 13 m-cy.Moje jedyne wyczekiwane dziecko,mój prawdziwy przyjaciel.Tak bardzo ją kochałam,na pytanie trudne:czy mogę już umrzeć ?
Odpowiedziałam po dwóch dniach:jeżeli nie zdarzył się cud-mozesz odejść córeczko.
Zdałam sobie sprawę iż byłabym egoistką myśląc wtedy o sobie i swoim cierpieniu.
Pomyślałam o niej nie ma siły już walczyć,i choć bardzo ja kochaliśmy i kochamy musimy
wybrać co dla niej lepsze.Przy odejściu córki nie uroniliśmy ani łzy aby odeszła w spokoju.Mówiliśmy aby się nie bała i kierowała do światełka.Była wspaniałą i wyjątkową
osobą.Odeszła po cichutku jak myszka.
Teraz pomagamy innym ludziom przejść ciężką drogę jak również staramy sie pomagac
w akcjach hospicjum dla dzieci.Są chwile kiedy bardzo nam jej brakuje ale zyjemy nadzieja,że po drugiej stronie jest szczęśliwa i my musimy zrobić wszystko na ziemi
by zasłużyć na to by spotkac sie z nią w niebie.Nie uciekamy od tematu codziennie
córkę wspominamy,oglądamy jej zdjęcia i oczywiście codziennie klękamy razem z mężem
i modlimy się.Nigdy nie zadajemy sobie pytania "dlaczego własnie Ona"Dziękujemy że mogliśmy być jej rodzicami,to dla nas zaszczyt.Obydwoje nie mamy juz rodziców i nie będziemy już mieli potomstwa.KTOŚ wybrał nam taką drogę i musimy nią kroczyć.Kochaliśmy i kochamy ją tak bardzo,że najważniejsze dla nas jest jej szczęście.Będzie jej brakowało do konca naszych dni.
Zamiast rozpaczać proponuję zacząć pomagać innym w jaki kolwiek sposób:fizycznie
lub materialnie,są hospicja,fundacje które spełniają marzenia chorym dzieciom itp.
Zyczę wszystkim w żałobie aby nie rozczulali sie nad sobą tylko znależli sens dalszego życia.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam Beata
-
Gość: , 95.174.38.13*
2011/04/22 23:22:07
ból , niesamowity ból którego nie da się opisać bo zdaje się że każde słowo go pomniejsza :( miną już ponad rok od śmierci narzeczonego a są takie dni w których już nie mam sił,z uśmiechem na twarzy pomagam innym, cały czas staram się coś robić żeby po prostu nie myśleć, nikt się nie domyśla,że w środku jestem marnym wrakiem człowieka , wszystko mi go przypomina ... tak bardzo go kocham, tak bardzo chciałabym być z nim... wszystko bym oddała żeby choć na moment go zobaczyć, przytulić , porozmawiać. powtarzał ,że razem wszystko przetrwamy, tylko musimy się trzymać razem ... jak sobie z tym poradzić już nikt mi go nie zastąpi :,( wiem , muszę zamknąć pewien etap w swoim życiu żeby pójść dalej, nie wiem czy potrafie. Skarbie dodaj mi sił . . . wyjeżdżam
-
Gość: , 95.174.38.13*
2011/04/22 23:31:22
"Nadpobudliwość i przeprowadzka do innego miasta po stracie bliskiej osoby mogą być sposobem na załamanie nerwowe. Utrata męża, chłopaka, ojca czy narzeczonego (tak samo jak żony, córki, dziewczyny czy matki) nigdy, przenigdy nie jest łatwa. Ale jesteśmy ludźmi, którzy po czasie bólu i zwątpienia stają na nogi. W takiej sytuacji niezwykle ważną rolę odgrywają bliscy, którzy wspierają opuszczoną osobę w tym ciężkim dla niej momencie.
Najgorsze z możliwych rad to wszystko będzie dobrze lub jakoś się ułoży. Wszystko dobre nie będzie bo nie będzie ukochanego, a jakoś na dobrą sprawę nie oznacza nic konkretnego. Jeśli przyjdzie ci rozprawić się z utratą ukochanej osoby, ważne, żeby wspierali cię ludzie, którym ufasz i którzy będąc przy tobie, zachowają milczenie. Sama ich obecność pomoże ci się odbić od emocjonalnego dna, chociaż może to trwać naprawdę długo"
-
Gość: , apn-77-115-235-235.dynamic.gprs.plus.pl
2011/04/27 18:56:22
Trzy tygodnie temu zmarł mój mąż w wieku 39 lat-nagle na zawał serca. Zostałam sama z dwójką dzieci i jak się okazało z trzecim w ciaży,. Łatwo się mówi że ból przemija. Niestety tak nie jest. Mi będzie bardzo trudno gdyz muszę wszystko przejsć sama . wiem że mój mąz na demną czuwa i pomaga mi.
-
Gość: , 109.197.172.1*
2011/04/29 22:40:58
"Łatwo się mówi że ból przemija"- abolutnie to nie prawda!. Kto tci tak powiedział, ten nie przeżył jeszcze straty kogoś bliskiego i nie wie o czym mówi. Na pewno twój komentarz wzmocni innych cierpiących. Trzy tygodnie to jakby było wczoraj, nic cie nie jest w stanie pocieszyć, i nawet nie próbuję. Ale zamiast zamartwiać się nad tym na co nie masz wpływu (śmiercią) skup sie nad trzema swoimi skarbami, bo wiesz, że teraz ty jesteś i ojcem i matką-pozdrawiam gorąco
-
Gość: julia, staticline16998.toya.net.pl
2011/06/21 22:33:26
miesiąc temu mój narzeczony zginął w wypadku...przechodzę piekło na ziemi...runął cały mój świat,plany,marzenia..nigdy nie będzie jak dawniej...wiem,ze jego dusza cierpi,gdy widzi moje łzy,ale tak trudno powstrzymać rozpacz po utracie tak cudownego idealnego człowieka..
-
Gość: , wap.plusgsm.pl
2011/07/27 10:47:12
Ja cierpiÄ? bo prawie rok temu straciĹ?am mojÄ? ukochanÄ? mamuniÄ?. Jest mi bardzo ciÄ?Ĺźko. MiesiÄ?c przed smierciÄ? urodziĹ?am syna. Tak jakby Ĺźycia siÄ? wymieniĹ?y. Na poczÄ?tku choroby(rak piersi)mama powiedziaĹ?a´ Ĺźe nie moĹźe umrzec bo musi z wnukiem na spacer wyjsc...´ zobaczyĹ?a go raz tylko i kazaĹ?a zdjÄ?cia robic. WiedziaĹ?am Ĺźe to koniec jej drogi. PatrzyĹ?am jak jej radosc znika razem z Ĺźyciem. Bog daĹ? mi z jednej strony radosc a z drugiej nieopisany bol i cierpienie po stracie mojej najwiÄ?kszej przyjacioĹ?ki. Teraz jestem zĹ?a na caĹ?y swiat bo strasznie mi jej brakuje. Do tego nie wiem jak mam mamie pomoc ...bo przychodzi do mnie i mowi ´ asia ja chyba umieram´ ja siedzÄ? na cmentarzu i mowiÄ? Ĺźe odeszĹ?a Ĺźe miaĹ?a raka...a mama jakby nie do konca wiedziaĹ?a co siÄ? z niÄ? dzieje. Ja przez to jestem bardzo smutna bo widzÄ? jej cierpienie po smierci. Jak jej pomoc? Mama odchodziĹ?a taka swiadoma chyba nie wiedziaĹ?a Ĺźe umiera. CierpiÄ? ja i mama :(
-
2011/07/27 22:00:09
Piszesz o wymianie. Ja także czasami odnosze wrażenie, że Pan Bóg daje i coś w zamian zabiera.
-
Gość: po prostu: jej mama, apq78.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/20 15:11:58
Mnie odeszła córeńka zaraz po narodzinach. Jak ja bardzo chciałam, aby mogła zasnąć w moich ramionach, głaskana i przytulana przeze mnie-jej mamę, która ją bardzo pokochała. Nie udało się. Odeszła w oddziale intensywnej terapii, gdy ja pocięta leżałam gdzie indziej i nie mogłam być z nią. Dobrze, ze byli przy niej moi najbliżsi-jest mi lżej, ze nie była sama. Bardzo ją kocham i tęsknię. Tulę w myślach do serca. Chciałabym, aby Pan Bóg pozwolił jej wrócić i doznać ziemskiej, matczynej miłości.
-
Gość: , 78.156.182.148.ip.dev.euron.pl
2012/04/15 14:48:32
Straciłam brata 11 miesięcy temu , nie potrafie się z tym pogodzić ,jest powiedzenie czas leczy rany ,ale w mojej sytułacji tak nie jest coraz bardziej brakuje mi jego jestem na cmentarzu prawie codziennie ciagnie mnie do niego ciezko mi sie żyje jest mi tak jego bardzo żal że musiał odejsc.....
-
2012/05/08 12:22:12
Miesiac temu moja Ukochana Mamusia odeszla- nagle.Nie zdazylam sie z nia zobaczyc (mieszkam za granica -przylecialam o kilka godzin za pozno).Jeszcze 3 dni przed jej smiercia rozmawialysmy ze soba jak codzien -swobodnie, wesolo.Mialysmy spedzic ponad tydzien czasu w maju tylko razem,bez mojego meza.Tylko ja ,Mamusia i Jej ukochany wnuczek:( Jak mowilysmy "nacieszymy sie soba w maju".Nie dane nam bylo:(Tak mi zle bez niej.Ciagle o niej mysle ale dzieki Waszym wpisom lepiej mi na sercu i od tej pory postaram sie nie plakac co krok bo wiem,ze Ona by tego nie chciala.Bardzo kochala dzieci,wiec teraz musze zajac sie jak najlepiej potrafie moim synkiem,ktorego tak bardzo kochala.Dzieki Waszym wpisom zrozumialam,ze Jej nie bedzie dobrze w niebie jesli ciagle bede plakala.Byla moja najlepsza przyjaciolka,ze wszystkim zwracalam sie do niej.Pustka jaka zostala w moim sercu jest ogromna.Na poczatku nie chcialo mi sie zyc.Wiem,ze to bylo egoistyczne bo mam dziecko i musze zyc dla niego.Musze zyc i dla mojej ukochanej MAmusi.Musze dbac o wszystko o to o co Ona dbala:( wiem,ze juz nikt nie pokocha mnie tak jak kochala mnie moja Mamusia - i to jest najsmutniejsze :( mam nadzieje,ze tam na prawde jest lepiej.Moja Mamusia miala ciezkie zycie i chcialabym,zeby teraz mogla juz sobie odpoczywac-mam nadzieje,ze zasluze aby sie pewnego dnia z Nia spotkac w niebie. Lacze sie w bolu ze wszystkimi,ktorzy stracili swoja bliska i ukochana osobe. Nawet nie zdawalam sobie sprawy,ze takie forum moze byc faktycznie pomocne dla pozostajacej i pograzonej w zalobie duszy.Dziekuje..........
-
Gość: , zensol.vlan106.corcoran.lubman.net.pl
2012/07/11 14:47:35
moja mama zgineła w wypadku 2 tygodnie temu jest beznadziejnie wiem kto ją zabił i to jest straszne
-
Gość: , user-31-174-99-214.play-internet.pl
2012/07/21 15:31:50
Moja córka odeszła w wieku 28 lat. Zostawiła nam dziecko, które musimy wychować. Dzisiaj wiem, że ona przygotowywała się do śmierci od momentu diagnozy chorobowej. Pozałatwiała wszystko, co mogła załatwić, nie pozostawiła nas bez pomocy(wiedzieliśmy do jakiego prawnika mamy się udać w kwestii opieki nad dzieckiem). My też byliśmy przygotowywani przez córkę do jej odejścia- teraz po analizie wydarzeń wiem, że tak było. Jednak na sam moment śmierci wyszłam z pokoju- dlaczego? Czy bałam się tej chwili? Czy może moje dziecko obawiało się moich reakcji?- dwa dni przed jej śmiercią byłyśmy same i ona odchodziła, a ja wpadłam w panikę. Nigdy nie zapomnę dwóch łez, które spływały jej po policzkach. Minął rok, a ja wciąż czuję ból i czas wcale moich ran nie leczy. Jej dziecko często każe zaprowadzić się do mamy, ale nie na cmentarz, tylko do tej żywej- i wtedy ból staje się nie do zniesienia. Jak sobie z tym radzić?
-
2012/07/24 10:40:27
cyt "Jednak na sam moment śmierci wyszłam z pokoju- dlaczego?"
Nie chcę sie tu wymądrzać, ale wiele osób tak reaguje, a potem ma wyrzuty sumienia przez długie lata. Nie obwiniaj się, może tak miało być. Jesteśsmy tylko ludźmi ze wszystkimi swoimi ułomnościami, lękiem przed śmiercią
-
Gość: aneta, bsr3.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/08/29 22:38:34
Witam! pisałam na tym blogu w 2010 r, nie wiedziałam, że nadal istnieje. Czytam swoje wpisy z tamtego okresu i łza popłynęła.... po części nadal czuję to samo....ból i tęsknotę, choć czas teraz tak szybko mija, zagoniona jestem pracą i obowiązkami czasem wracam do tego co się wydarzyło i płaczę...ale już po tamtych przemysleniach i doświadczeniach innaczej się na wiele rzeczy patrzy i rozumie. Kika jak wchodzisz na tego bloga napisz co u Ciebie??? Pozdrawiam Wszystkich, jak by ktos chciał porozmawiac na ten temat to jestem otwarta. racją jest iż czas nie goi ran, on tylko przyzwyczaja do bólu.....za 4 miesiące mina 4 lata od śmierci mojej Mamusi....ale ja nie wierze że to już tyle minęło, co się stalo z tym czasem że tak zapiernicza????
-
2012/08/30 11:02:33
Anetko-ciesze sie że do mnie wróciłaś. Cieszę sie ,że mój ksiązkowy pamietnik stał sie i twoim. Co kiedys opisałaś dzis możesz przeczytać, chociaż twoje przemyslenia przepełnione są cierpieniem. Ale i o cierpieniu trzeba pisać dla siebie i dla innych- buziole
-
Gość: awp, ip-37-109-5-57.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2013/01/06 16:57:33
witam. trafiłam na ten blog poszukując odpowiedzi na pytanie jak ukoić ból po stracie najbliższej osoby?..
mój Mąż zmarł 2 tyg temu, nie moge sobie poradzić z pustką.. mam tyle miłych wspomnień z nim związanych.. czuje ze nigdy nie pogodze sie z jego odejściem.. tym bardziej że byliśmy zaledwie 2 miesiące po ślubie, został mi po nim 7 miesieczny synek, Mąż miał zaledwie 24 lata a ja niedługo kończę 20lat ! mieliśmy całe życie przed sobą ;( jak dalej żyć? ... ;(
-
Gość: , clc95.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/01/12 16:16:09
czy osoby zmarłe widza a co sie u nas dzieje?duzo mysle o zmarlej kolezance ale nawet nigdy mi sie nie przysnila czy zmarli moga do nas przyjść? z tego co czytałam przy wywolywaniu duchów przychodz a tylko te złe, chcialam ją zapytac o kilka rzeczy ale wsZyscy pisz a zeby nie wywolywac jej ducha
-
Gość: kochająca matka, ciu77.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/01/26 21:47:58
Moj synek odszedł od nas 3 tygodnie temu, jest mi źle, płaczę cały czas i szukam odpowiedzi na pytanie: CZY JEJ MU TAM DOBRZE???Umarł na raka, miał 24 lata.Czy ten ból kiedyś minie?
Czy On czuje, że tak bardzo za nim tęsknimy? Tak bym chciała, żeby mi się przyśnił i powiedział, czy mu tam dobrze, u Boga. Nie wiem, kiedy się uporam z tą pustką.
-
Gość: , user-31-175-2-146.play-internet.pl
2013/02/02 16:45:00
Pisałam już na tym blogu o śmierci mojej 28-letniej córki o o tym, że na ten moment wyszłam z pokoju. "kochająca matko" na nasz ból nie ma recepty. Ten wiersz dostałam od nieznajomej kobiety, z którą komunikowała się moja córka. Napisała go matka, na której oczach zginęło jej dwoje dzieci. Mi on pomaga.
Śmierć nie jest końcem wszystkiego...
Przeszłam tylko do sąsiedniego pokoju.
Nadal jestem sobą...
I dla siebie jesteśmy tym samym, czym byliśmy przedtem...
Zatem nazywaj mnie jak zawsze...
Nie zmieniaj tonu głosu, nie rób poważnej i smutnej miny...
Śmiej się tak, jak dawniej robiłyśmy to razem...
Uśmiechaj się, myśl o mnie, módl sie za mnie...
Niech moje imię będzie wciąż wymawiane...
Ale tak, jak było zawsze, zwyczajnie i bez oznak zmieszania...
Życie przecież oznacza to samo, co przedtem,
Jest tym samym, czym zawsze było...
Żadna nić nie została przerwana...
Dlaczego więc miałabym być nieobecna w twoich myślach,
Tylko dlatego, że nie możesz mnie zobaczyć?
Czekam na Ciebie bardzo blisko...
Tuż-tuż...
Po drugiej stronie progu...
Dzieli nas tylko czas...
Bo ja już doszłam, ty wciąż jestes w drodze...
-
2013/02/02 19:36:09
30.10.2012 straciłam koleżanke, być może nawet przyjaciółke, kogos naprawde bliskiego... O więzi jaka nas łączyła dowiaduje sie teraz, kiedy nie ma juz Jej wśród nas. Miała tylko 32lata...tyle planów... niektóre związane ze mną, o czym dowiedziałam się niedawno... Co najgorsze dla mnie to to ze o chorobie dowiedzialam sie bardzo pozno, niecale 2tyg przed Jej smiercia i nie zdążyłam się z Nią zobaczyć... Kiedy trafila do hospicjum nie wierzylam, nie chcialam chyba wierzyc ze moze byc az tak zle... Nie zdazylam Jej odwiedzic... KIEDY Ona umierala ostatnie dni spedzalam z Jej dziecmi, widziałam się z Jej męzem i tesciową ale Jej nie odwiedzilam, nie pozegnalam sie. Codziennie rycze, nie moge sobie tego darowac ze mnie przy Niej nie bylo, ze nie usmiechnelam sie do Niej jak zawsze, nie rozbawilam,jesli moge tak napisac...rozpamietuje wszystkie spedzone ale i stracone chwile, ze tak malo czasu spedzalysmy razem, ze kiedy żyła nie dzwonilam do Niej itp. Wariuje sama ze soba, nikt nie przypuszcza ze ja to az tak przezywam, bo oficjalnie tego nie pokazuje...na zewn usmiecham sie, nie okazuje slabosci, placze w samotnosci. Nauczylam sie skrywac doskonale moje slabosci, jedyna osoba ktora wie ze ze mna nie jest dobrze jest moja mama, ale nie rozmawiam z Nią o tym, próbuję zbić Ja z tropu, nie potrafię z nikim o tym rozmawiać. "Puchnę" w oczach, stres zajadam slodyczami i nawet to ze Agusia przysnila mi sie 2 dni po Jej smierci (tylko raz -przyszla do mnie usmiechnieta,wiedzaca ze umiera, pozegnac sie ,przytulic, dokladnie to czego sobie wyrzucam ze nie zrobilam) nie pomaga mi ani nie czuje sie lepiej... TAK BARDZO ZA NIA TESKNIE... Cokolwiek bym nie chciała zrobic...od razu nasuwa mi sie myśl ze A* juz w tym nie bedzie uczestniczyc... Za pozno...
Wiem, że wiele z Was straciło dużo bliższe osoby, więc moja strata może się wydać wyimaginowana, ale nie jest... Probuje sobie to tlumaczyć ze A jest gdzieś przy mnie... Wiersz... "Śmierć nie jest końcem wszystkiego...()" czytam, ryczę, ale chcę wierzyć że tak jest...
-
Gość: matka Michasi, user-31-175-215-178.play-internet.pl
2013/02/03 17:01:10
patt888- dodałam ten wiersz dlatego, żeby pomagał tym wszystkim, którzy cierpią. Mi pomaga. Pozdrawiam- matka Michasi
-
Gość: kochająca matka, abdc161.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/03/02 22:30:38
Dwa miesiące mjja od śmierci mojego syna.Co wieczór kładę się spać i proszę Boga i Jego samego żeby mi się przyśnił i powiedział, że mu dobrze. Albo żeby się przyśnił uśmiechnięty ,to będę sama wiedziała że jest mu dobrze.Jeszcze mi się nie śnił .Chcę nie płakać,bo wiem, że zmarli nie lubią,ale się nie da. Rozpacz,tęsknota rozrywa serce.Ulgę przynosi rozmowa z osobą, która tego samego doświadczyła, ponieważ inni unikają tego tematu. Piszę i płaczę.Każdy następny dzień jest gorszy.Pomóżcie pogodzić się z wolą Bożą.
-
Gość: kochająca matka, bit24.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/03/03 21:32:17
Dziękuję ,,Mamo Michasi" za wiersz kojący ból .Szkoda ,że ukojenie trwa króciutko a póżniej rozpacz i ogromna pustka.Może za mało wiary? Ale mnie to wszytko przerasta.
Nie wiem jak sobie radzić.
-
Gość: Marcin, public-gprs483032.centertel.pl
2013/03/04 23:48:09
Witam serdecznie

27 lutego 2013 odeszła w szpitalu moja kochana dziewczyna Karolcia
Do dziś nie docierało do mnie co się stało ,dopiero dziś po powrocie z pracy coś mnie tknęło aby poczytać dokładnie o chorobie na którą umarła moja ukochana.
Odniosłem wrażenie że Karolcia w jakiś sposób pomogła mi zrozumieć to co przeczytałem ,a dokładnie to jak poważną chorobą jest niewydolność nerek i jaką ulgę odczuła po śmierci.
Żałuję tylko że przez ostatnie 2 miesiące nie mogłem jej odwiedzić bo był zakaz odwiedzin
Przy Karolci w tej smutnej chwili była jej mama ,jej tata ,brat i ja przyjechaliśmy dopiero po upływie godziny jak odeszła, gdyż dzieliła nas duża odległość do szpitala.
Wydaję mi się że Karolcia była z nami ,czuła mój ostatni pocałunek w policzek.
Zarówno tata Karolci jak i ja otrzymaliśmy znaki dokładnie o godzinie o której Karolcia odeszła.
Myślę że dziś gdy czytałem o chorobie Karolci ,jakimś sposobem pomogła mi zrozumieć że nie chciała się już dłużej męczyć i cierpieć ,jak również nie chcę abyśmy się już smucili.
Nie wiem jak to możliwe ale dodam że odczułem dziś wielką ulgę ,oczywiście będzie mi brakować Karolci lecz tak jak pisałem jakaś siła sprawiła że ten ból się właśnie dziś unormował i jakoś lżej się zrobiło na sercu.
Może się to komuś wydać nienormalne ale kilka razy wyraziłem na głos to co czuję ,tak jakby Karolcia była obok i gdybym do niej mówił.
Wierzę że mogła to usłyszeć i pomogła mi uciszyć ból.
-
Gość: matka Michasi, user-31-175-168-18.play-internet.pl
2013/03/08 17:58:17
"Kochająca matko" rozumiem Twój ból, ja odczuwam to samo. Jeżeli potrzebujesz wsparcia to mój e-mail: kaldor20@wp.pl Jestem gotowa rozmawiać ze wszystkimi, którzy przeżyli to, co ja i potrzebują wsparcia. Pozdrawiam.
-
Gość: hanka, aepc77.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/07 17:02:16
Jestem już babcią a po śmierci mojej najukochańszej mamy czuje się jak mała dziewczynka która została sierotą.Choć byłam z nią przez całe swoje życie i czułam jej miłość i oddanie to wszystko mało!!!!!!!!
-
Gość: renat a 1976, static-87-101-64-242.leon.com.pl
2013/04/07 19:26:25
Witam .
Dziś mija 10 miesięcy jak odszedł od nas mój ukochany syn.
-
Gość: renat a 1976, static-87-101-64-242.leon.com.pl
2013/04/07 20:15:35
Wszystkie wpisy bardzo mnie wzruszyły,chcę napisac o moim synie który wzmagał sie z ostrą białaczką. Przeszczep szpiku miał pod koniec 2009r.
Nie posiadalismy sie ze szczęścia, ale strach nam zawsze towarzyszył.
1 lutego tego roku dowiedział się ze jest nawrót białaczki, po 7 dobowej chemioterapi dostał sepsy, a ta zniszczyla mu wszystko a najbardziej jelita. Bardzo cierpiał miał ataki po 12h . Gdy czół sie troche lepiej mówił przez telefon "Mamo oni już ze mną nic nie robią dali mnie na straty jak mam tak dalej cierpieć to wolę umrzeć tych boli nie da sie wytrzymac. Wy żyjcie w zdrowiu i w zgodzie i za długo za mną nie płaczcie''
Cierpiał tak 1,5 miesiąca , nic nie jadł ani nie pil nie wychodził też z łózka.
Starszy syn załatwił mu klinike w katowicach - ligocie . 22 marca został tam przewieziony i tego samego dnia był operowany, docent , któty go operował powiedział ze jeszcze 2 lub 3 dni i by go nie bylo dllaczego nic z nim wcześnej nie robiono. To słowa doc. nic tu nie dodałam jak juz to mogłam tylko coś zapomnieć, wycięto mu 40 cm. jelita , które bylo zupełnie zgnite a ropa rozlewała sie w jamie brzusznej.
Zył jeszcze prawie 3 miesiące rana się nie goiła, cały czas krwawiła, ale tam juz nie cierpiał dostawał morfine lezał biedaczek bez ruchu, nawet na boki nie potrafił sie obrócić . Potem był pod respiratorem jak mówiłam do niego ze bardzo go kocham to z oczu popłyneły mu łzy, wiem ze nas słyszał.
7 czerwca w Boże Ciało gdy wyszłam na jego sale to już nie zył z respiratora raz leciala jasna krew a raz woda a aparatuta obok niego była czarna, serce juz nie biło.
Nie krzyczałam koło niego bałam sie ze przywrócę go do życia, a nie chciałam aby tak żył wyleciałam na korytarz i krzyczałam siostro !!!!
Parę razy mi sie przysnił, te sny pamiętam tak dokładnie, w jednym snie powiedział '' Mamo ja muszę umrzeć ale mnie tam jest dobrze''. ale był zły jak to mówił.
Tak bardzo mi go brakuje, czasami wydaje mi się ,ze gdzies daleko wyjechał ale kiedys wróci tylko musze czekac na niego.


-
Gość: kochająca matka, abbe192.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/10 19:22:42
Mój syn miał przewlekłą białaczkę szpikową.Przeszczep miał 02.12.2010 r.Nastąpiła wznowa choroby.Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem 2012 r. trafił do szpitala z temperaturą , po trzech dniach chemii dostał ostrej niewydolności płuc i zmarł.04.01.2013 r.
Miał 24 lata.
Jeszcze mi się nie śnił. Straszny ból, nie do opisania.Tęsknota z każdym dniem większa.
-
Gość: iwona, 89-71-187-99.dynamic.chello.pl
2013/05/16 00:26:20
Moj maz zmarl miesiac temu na raka,bylismy dopiero rok po slubie,3 miesiace wczesniej kupilismy mieszkanie,cieszyl sie ze dokonczy remont i ....niedokonczyl.Bol jaki czuje jest nie do opisania,nie moge o niczym innym myslec.Zadreczam sie czy zrobilam wszystko zeby Mu pomoc.Prawda jest ,ze ten kto nie jest lub byl w podobnej sytuacji nie zrozumie co dana osoba czuje.Jestem teraz sama w pustym domu i ta cisza,ktora az szumi w uszach.Nie umiem sie pogodzic z Jego odejsciem i nie wiem czy chce.Nie umiem bez Niego zyc,zreszta po co?Zastanawiam sie czy on napewno mnie widzi,czy kiedykolwiek da mi jakis znak...moje zycie to cmetarz i dom bo w tych miejscach wiem ze jest.
-
Gość: asia, 83.218.110.21*
2013/05/24 17:02:37
Życie po śmierci?? Chyba zainteresuje Cię nowa książka pt: "Piekło istnieje? Nowe fakty." Bardzo ciekawa, oparta na wieloletnich badaniach.

Link: org-epost.com/pk/book5895374512.php

-
Gość: , apd216.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/22 11:14:12
MOj mąż zmarł ponad 4 m-ce temu na raka prostaty z przerzutami do kości. Choroba przyszła nagle, żył z nią jeszcze 1,5 roku nie będę opisywać co przeżyliśmy, mąż okaz zdrowia - piękny, wspaniały, dobry, mądry człowiek mój naukochańszy wymarzony umarł. Jestem w głębokiej rozpaczy, schudłam, ciągle płaczę i wspominam nasze całe piękne życie. Przeżyliśmy razem prawie 43 lata, pobieraliśmy się gdy ja miałam 19 lat mąż 21 (wojskowy ślub) bo nie potrafiliśmy czekać chcieliśmy od zawsze być razem do końca życia- to była miłość jaka dziś rzadko się zdarza. Czytam wszystkie listy, które jeszcze przed ślubem do siebie pisaliśmy do wojska - to co w nich odkrywam to jedno wielkie uczucie, pierwsze zbliżenie, rozstanie, tęsknota. Dziś zostałam z córką i starą matką (ojciec zmarł 11-cy przed mężem) w domu, który mój mąż mi zbudował. Jest mi ciężko, codziennie mówię mu jak bardzo go kocham i jak bardzo mi go brak. Robię wszystkie czynności jakie on robił, maluję pokoje, koszę trawę 750 m 2, obcinam drzewa, gotuję, piorę, robię słoiki, strzyżę psy itd. Nie wiem skąd czerpię tyle siły a mam 62 lata chyba tylko z miłości do mojego kochanego męża. Kocham Cię na zawsze Twoja Urszula.
-
Gość: , apd216.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/22 11:48:51
Zapomniałam jeszcze dodać, że codziennie rozmawiam do zdjęcia z moim mężem, proszę go o wsparcie, pomoc, modlę się za niego i zawsze jakby mnie wysłuchuje, prowadzi, daje jakiś znak. Z początku byłam nieświadoma, ale teraz już potrafię je odczytać. Mój mąż mi pomaga i wierzę, że mnie słyszy - kocham Ciebie Bernard. Po śmiercie działy się różne dziwne rzeczy - psuło się wszystko, sprzęt AGD, gniazdka, telewizor, itd. Miałam dużo spraw do załatwienia testament, sprzedaż samochodów, kupno nowego dla córki i szukając pewnego razu papierów przez przypadek znalazłam paczkę listów sprzed 44 lat, jakie do siebie pisaliśmy a nigdy potem do nich nie wracaliśmy, bo było życie, normalne czasem trudne ale nasze wspólne. Te listy to teraz moje wszystko, to historia, pamiętnik, przypominają mi to o czym zapomniałam, przez te listy czuję bliższą więż z moim mężem i kocham go jeszcze bardziej.
-
2013/10/01 12:41:00
moj najukochanszy tatus umarl 2,5 roku temu.. mowia ze czas leczy rany.. tych ran nie zaleczy zaden czas.. nie ma sekundy abym o nim nie myslala.. najgorsze sa noce kiedy sie zrywam i ogladam sie za siebie, czy gdzies kolo mnie nie stoi.. odszedl nagle, a ja byma obok w pokoju.. sni mi sie codziennie, i niestety nie sa to mile sny.. powiedzcie prosze co moga oznaczac.. czasami mysle, ze lepiej by mi bylo tam z nim, ale nie moge zrobic tego mojej mamusi..a ja tak za nim niewyobazalnie tesknie !!!! pragne go przytulic pocalowac pojsc z nim na spacer pod reke na zakupy.. bozeee.. :((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
-
Gość: Aneta, acio66.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/14 14:45:43
Mój ukochany narzeczony zmarł wypadku samochodowym 30 listopada 2013r., we wrześniu miał być ślub( znaliśmy się prawie 10 lat), wszystko było zaplanowane, nawet dom już wybudowany.A teraz wszystkie wspólne plany, marzenia legły. Cały świat się odwrócił. Nie można sobie poradzić żadne słowa nie dają ukojenia. ból tęsknota jest tak wielka że nie da się opisać, był dla mnie wszystkim, jemu mogłam powiedzieć wszytko, poradzić się w różnych sprawach a teraz życie się dla mnie skończyło, jedynym wparciem są jego rodzice gdyż tylko oni wiedzą co w tej sytuacji czuje druga osoba.Nikt z przyjaciół nie odezwie się (chyba nie wiedza co powiedzieć), rodzina także. Każdy tylko mówi że jesteś młoda i ułożysz sobie życie. Czas leczy rany. Ale wiem że on był moją jedyną i najważniejsza osoba w życiu i tak bardzo już bym chciała być z nim!!!!!!! Tak bardzo cie kocham Kamil.
-
Gość: Ruda, agbd1.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/29 16:45:02
22 Grudnia 2013 roku zmarł mój Mąż Mateusz... Miał 27 lat ja mam 24 tzn bd miała nie potrafie sie z tym pogodzic tym bardziej ze zycie zaczelo nam sie wkoncu ukladac mamy 2 córki starsza 4 i pol roku mlodsza 2 lata. Starsza corka Amelka nie byla Mateusza zaakceptowal ja jak swoje dziecko bardziej niz jej biologiczny tata z ktorym sie rozwiodlam.O Kalinke walczylismy ponad pol roku bo co chwile byly poronienia potem ciezki porod posladkowy ale Mateusz byl tak szczesliwym i kochajacym ojcem jakich malo.W maju ubieglego roku zaszlam w ciaze trzecia corka. Ja nie cieszylam sie tak jak On byl dumny. Znalazl prace w sierpniu wynajelismy dom bylismy w trakcie remontu i ... 27 listopada Mateusz trafil do szpitala z ciezkim zapaleniem trzustki... walczylam jak moglam siedzialam calymi dniami w szpitalu i bylo lepiej naprawde lepiej az zaczol sie wielki bol od nowa w sobote po tomografi okazalo sie ze trzeba operowac .. Mateusz plakal i ze strachu i ze szczescia ze skoncza sie bole ... operacja miala byc po wekendzie ale stan sie tak pogorszyl ze sciagali szybko lekarzy w sobote wieczorem.. nie bylam w stanie wyrobic sie zeby dojechac przed operacja zadzwonil i powiedzial zebym przyjechala jutro dowiedziec sie jak operacja i kiedy beda Go wybudzac bo mial lezec w spiaczce zeby odciazyc organizm i przejsc przez bol..... rano przyjechalam do szpitala ordynator powiedzial ze po operacji nad ranem w spiaczce Mąż zmarl... do tad nie moge w to uwierzyc jest ciezko strasznie ciezko.... Na 22 lutego ja mam termin porodu i zostalam sama caly czas zadaje sobie pytanie czemu on .. czemu mnie zostawil...
-
Gość: , dub55.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/03/17 21:11:40
cztery miesiące temu w wypadku zginął mój narzeczony.... W pierwszych tyg. bardzo pomogłam mi moja rodzina i literatura. Gorąco polecam książkę " Rok magicznego myślenia" następnie "Ćwiczenia z utraty". Ciągle szukam sensu życia i odpowiedniej drogi na dalsze życie w pamięci i serduszku zawsze będzie On i to dzięki Niemu mam siłę do walki. Wszystkim życzę wytrwałości.
-
Gość: Magdalena, ti0171a400-0556.bb.online.no
2014/08/20 23:53:53
3tygodnie temu zmarl Mj ukochany Maz po ciezkiej chorobie.Mielismy ostania rozmowe,powiedzial Ze mnie kocha,chce wolnosci,nazwal mnie swoja rybka,a ja go kotkiem,jak zawsze,nigdy nie uzywalismy imion.To prawda ze chcial byc pewny ze moze odejsc ,bardzo go kocham i nie moglam pozwolic zeby cierpial.dla nas wazne slowa to byly milosc i wolnosc o ktora mnie prosil .Mowia Ze prawdziwa milosc zdarza sie raz w zyciu,czasami nie kazdy to trafi.Ja mialam to szczescie i dziekuje mu za to i za naszego syna.Tesknota i cierpienie za nim sa okropne,ale wiem ze mnie kocha i nie cierpi juz.Zadzwonilam do jego mamy z ktora niemam najlepszych kontaktow,(starta larwa)ale podziekowalam jej ,za jej syna ktory stanl Na mojej drodze,ze go urodzilaczlowieka ktorego pokochalam bezgranicznie.podczas naszej choroby poznalam wspanialych ludzi ktorzy pomagali przejsc nam to pieklo Na tym padole ludzkim(zespol medycyny paliatywnej )nadal oni zajmuja sie mna i naszym synem.Odnalazlam tez Na nowo,jego rodzine,zaczynamy Na nowo zyc.Sprobuje pomalu wrocic do normalnosci,choc to juz nigdy nie bedzie to samo.Zycze sobie i wszystkim wszystkiego dobrego i dla kazdego kto przechodzi pieklo jak ja tez zaswieci slonce.