Free Hit Counters
Pracoholizm - nie, Akoholizm - nie, Nikotynoholizm -nie, Seksoholizm - nie, Zakupoholizm - nie, Telefonoholizm - nie, KSIĄŻKOHOLIZM - yes, yes, yes !!!
Blog > Komentarze do wpisu

Kolor purpury-A. Walker

       

Co odróżnia te książkę od innych?

 Każdy niemal rozdział-list zaczyna się od słów „Drogi Boże”. Te listy są dla mnie rodzajem modlitwy, spowiedzi. Pomimo tylu cierpień- zgwałcona przez ojca, poniewierana i bita przez męża, nie szanowana przez pasierbów, utraciła dwoje swoich dzieci, ale nie traci jeszcze wiary w Boga. Przyjmuje z pokorą wszystko, co przynosi jej los, nie buntuje się. Dopiero, kiedy dowiaduje się, że człowiek, którego uznaje za swego ojca nie jest tak naprawdę jej ojcem czara goryczy się przelała. Już nie ma siły zwracać się do Boga. I kiedy Celi wydaje się, że nic dobrego już jej w życiu nie spotka poznaje co to miłość, uzyskuje niezależność finansową i otrzymuje listy od siostry, którą nie widziała 30 lat, dowiaduje się, że jej dzieci żyją i są pod dobra opieką. Niby niewykształcona, zahukana, zacofana, poniżana, ale posiada w sobie mądrość życiową. Wie, co jest w życiu ważne i słuszne. 

Powiedzieć, że książka napisana jest prostym językiem to za mało. Ten język to język gwary wiejskiej- jeśli wolno użyć takiego sformułowania. Jestem pełna uznania dla autora przekładu tej powieści. Stanęło przed nim nie byle jakie zadanie. Przełożenie tekstu oryginalnego na gwarę polską i to takie, aby się czytelnikowi spodobało i oddało sens powieści z pewnością nie było sprawą prostą.   Uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę nie posługujemy się na co dzień językiem literackim, ale gwarą. Jednak, gdy dochodzi do czytania książki w gwarze to wcale nie jest to takie proste. Wcale wzrok tak szybko nie biegnie po papierze po tych wyrazach, które wymawiamy na co dzień. Doskonała gwara, którą się wcale łatwo nie czyta (brak interpunkcji, słowa z błędami ortograficznymi). 

 Rzadko kiedy film wzbudza we mnie takie emocje jak książka, ale w przypadku „Koloru purpury”  wg reżyserii S.Spielberga tak było. Filmem także byłam zachwycona. Może za sprawą Whoopi Goldberg (Celia), którą uwielbiam, może za sprawą całej gwiazdorskiej obsady: Danny Gloger  (Albert mąż Celie), Oprah Winfrey (Sofia), Margaret Avery – śpiewaczka (Shug Afery-we filmie, Cuksa-w książce). 

 W sieci znalazłam stwierdzenie, że purpura w tytule nawiązuje do koloru symbolizującego miłość lesbijską. Ja troszkę inaczej zrozumiałam ten tytuł. W pewnym momencie dochodzi do rozmowy pomiędzy Celią, a Cuksą.  Cuksa proponuje Celiii, aby popatrzyła nie tyle na samego Boga, ale na dzieła, które stworzył: źdźbło trawy, kolor purpury, krzak, kwiaty wiatr, wodę czy kamień- i aby się nimi zachwyciła.

 Wybrałam dwa fragmenty z książki, który mi się bardzo spodobały ze względu na treść, ale też dobrze ukazują język, jakim się posługują bohaterowie ksiązki. 

„Powiem ci w co wierzę, mówi Cuksa. Wierzę że Bóg mieszka w tobie i w każdem jednem człowieku. Przychodzisz na świat i od razu jest w tobie Bóg. Ale znajdują go tylko ci co go w sobie szukają. Chociaż czasem Bóg daje znać nawet kiedy go człowiek nie woła albo i szuka ale sam nie wie czego chce. Najczęściej chiba znajduje Boga kiedy mu źle. Smutno. Kiedy czuje się jak kupa gnoju to najłatwiej  trafia na to cóś w sobie”.

  i fragment drugi: 

„Droga Nettie!

Nie piszę już do Boga tylko do ciebie.

Gdzie się podział Pan Bóg, pyta się Cuksa?

 A kto to taki, mówię?

Patrzy się na mnie poważnie jak nie wiem.

Taka diablica jak ty, mówię,  na pewno nic a nic się nie przejmuje Panem Bogiem. Zara, poczekaj, mówi ona. Poczekaj. Nie zawracam mu co chwila głowy tak jak niektóre ludzie ale to nie znaczy że w niego nie wierzę.

A co Bóg mi zrobił dobrego, pytam się?

 Celio!-mówi ona i patrzy się na mnie jakby nią zdrowo trząchło. Dał ci życie, zdrowie i porzonną kobitę która cię kocha na zabój.

Tak, mówię, i jeszcze dał mi zlinczowanego tatę zwariowaną matkę ostatniego łachudrę za ojczyma i siostrę której pewnikiem już nigdy nie zobaczę na oczy. A zresztą ten Bóg do którego żem się modliła i pisała to meszczyzna. Taki sam jak wszyscy inni meszczyźni co ich znam. Podły niestały łachmyta.

Panno Celio lepiej milcz, mówi Cuksa. Bo jeszcze Bóg cię usłyszy.

A niech sobie słyszy, mówię. Jakby kiedy posłuchał bidnych czarnych kobit to na świecie inaczej by się działo ręczę ci.

 Cuksa gada i gada byle mi tylko wybić z głowy te bluźnierstwa. Ale ja bluźnię ile chcąc.

Nigdy mnie nie obchodziło co sobie ludzie o mnie pomyślą mówię. Ale w głębi duszy obchodził mnie Bóg. Przejmowałam się tem co pomyśli. A tu się jak raz okazuje że on wcale nie myśli. Tylko sobie siedzi tam na górze i pewnikiem się napawa własną głuchotą.

Ale nie  tak łatwo obejść się bez Boga. Nawet jak wiesz że go nie ma to i tak ledwo idzie dać sobie radę bez niego.

Grzeszna jestem, mówi Cuksa. Grzeszna jestem bo żem się urodziła. Wcale się nie zapieram. Ale jak już człowiek raz zrozumi co go czeka tam dalej to kim może być jak nie grzesznikiem?

Grzeszniki mają z życia więcej przyjemności, mówię.

A wiesz dlaczego, pyta się ona?

Bo się stale i wciąż nie przejmujecie Bogiem, mówię.

Nie, to nie to, mówi Cuksa. Przejmujemy się nim i to jak jeszcze. Ale kiedy poczujemy że Bóg nas kocha to staramy się jaknajlepiej mu dogodzić tem co sami najbardziej lubimy.

Powiadasz że Bóg cię kocha chociaż nigdy nic dla niego nie zrobiłaś, mówię? Przecie nie chodzisz do kościoła, nie śpiewasz na chórze, nie gotujesz pastorowi ani nic?

Bo skoro Bóg mnie kocha Celio to nie muszę robić nic z tych rzeczy. Chiba żebym chciała. Mogę robić całe mnóstwo różnych różności które pewnikiem mu się podobają.

Co na ten przykład?

 No mogę wszystko sobie odpuścić i tylko się dziwić że świat taki ładny. Cieszyć się. Bawić. No tera to już na pewno bluźnisz, mówię.

A powiedz mi prawdę Celio czyś ty kiedy spotkała Boga w kościele? Bo ja nigdy. Spotkałam tylko ludzi co mieli nadzieje że Bóg im się pokaże. Ale ja tyle go tam znalazłam ile przyniosłam ze sobą. I wszyscy inni chiba tak samo. Przychodzą do kościoła dzielić się Bogiem a nie żeby go tam szukać.

Niektóre ludzie  nie mieli w sobie Boga do podziału z innemi. Ci co się do mnie nie odzywali jak żem chodziła z brzuchem, jak żem się szarpała z dzieciarami pana____.

Masz rację, mówi Cuksa”.

 Może trochę przydługawy ten fragment ale myślę, że nie raz do niego sięgnę.   

Parę słów o książce skrobnęła też Be.el. Właśnie dodała mi bodźca do przeczytania tej powieści. Nie ma co ukrywać twarz Celii miała dla mnie twarz Whoopi Goldberg.

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Whoopi_Goldberg  

Tak to jest jeśli najpierw obejrzy się film, a potem sięga po książkę.Nie mam wątpliwości - dobra lektura.

czwartek, 04 września 2008, jolad6

Polecane wpisy

Komentarze
2008/09/15 14:47:11
Ha - na mnie też zrobiła wielkie wrażenie - zarówno książka jak i film (film ogląnęłam pierwej :-) Fakt - dawno to było, ale apmętam do dzisiaj (Woopi byla cudna w filmie, a styl książki tez extra po zwykłej sztampie).
-
2008/09/16 22:29:49
Własnie, po tej ksiązce nastepne które czytam wydają się takie bezbarwne. A dla mnie Woopi zawsze jest cudna. Każdy film z jej udziałem to dla mnie uczta. To oczywiście tylko moje zdanie, nie wszystkim może się podobać.
-
matylda_ab
2008/09/17 20:37:19
Witaj. No tak, film chyba zna każdy ;))
-
be.el
2008/09/26 16:32:45
No właśnie film każdy zna- a książka też jest niesamowita i warta przeczytania- chociażby ze względu na język. Nie znam angielskiego- ale z przyjemnością porównałabym tłumacznie z oryginałem, bo wydaje mi się, że tlumacz zrobił dobrą robotę. Ja też podczas czytania książki miałam przed oczami W.G.- Pzdr
-
2008/09/26 18:11:26
Po przeczytaniu tej ksiązki pomyslałam sobie, że takim samym wyzwaniem dla tłumacza byliby "Sami swoi" czy "Nie ma mocnych". Nie wiem czy te filmy były emitowane za granicą i ewentualnie cieszyły sie taka popularnością jak w Polsce. Właśnie ten specyficzny język zapewnił chyba sukces
-
Gość: antek, *.is.net.pl
2010/12/29 11:04:28
be.el - fakt tłumacz się spisał. oddał specyficzny dialekt afro-amerykanów używając polskiej gwary; ktoś powie: co ma polski jezyk gwarowy do African-American vernacular? a właśnie to że zabiera Polskiego czytelnika dokładnie tam gdzie czytelnika anglosaskiego zabrała ALice Walker - do swiata biednej, czarnej i nie-uczonej-w-piśmie dziewczyny :) A tym co znają angielski - polecam konfrontację tłumaczenia z oryginałem, bo nawet największy tłumacz nie jest w stanie oddać zawiłości języka i kultury :) pozdrawiam
-
jolad6
2010/12/29 22:26:08
Antku- zgadzam sie z tobą, że "nawet największy tłumacz nie jest w stanie oddać zawiłości języka i kultury", ale w tej książce tłumacz zrobił wiele dobrego dla polskiego czytenika. Bardzo spodobało mi sie Twoje podsumowanie walorów językowych tej ksiązki. Szkoda, że dopiero jest po kursie podstawowym języka angielskiego, więc czytanie w orginale nie wchodzi w rachube, a uwielbiam przerózne porównania, więc utonęłabym w ksiązkach całkiem i na zawsze-pozdrawiam